środa, 4 lipca 2012

Święty od złamanych drzew





Czy znacie jakiegoś Świętego od połamanych drzew? Bo chyba by mi się przydał... Jedziemy wczoraj z Ewką drogą naszą gminną, przedzierając się przez błota i chaszcze. Szczęśliwie dojeżdżamy do części wyłozonej płytami i lekko się tylko ślizgając po błocie naniesionym przez traktory zmierzamy do asfaltu. A tu nagle przed nami wyrasta przeszkoda nie do ominięcia. Złamana przez nocną burzę wierzba. Na lewo rów, na prawo rów, a dołem woda płynie. Wyminąć się nie da. Zawrócić też nie. Wysiadłyśmy z samochodu i próbujemy konar odciągnąć. Nie da rady. Nie odłamał się całkiem od pnia. Popatrzyłyśmy na siebie i jednomyślnie podjęłyśmy decyzję o powrocie do domu po...siekierę celem odrąbania przeszkody. Ponieważ obuwia do przechadzki w warunkach poburzowych ze sobą nie miałyśmy - trzeba było wycofać Jeepika nie ześlizgując się do któregoś z rowów. Wycofałam. Z duszą na ramieniu i drżeniem kolan, ale wycofałam. Potem już poszło gładko - nawrót i fru po fiskarsa. Rąbałam dobre 10 minut obgryzana przez wszędobylskie ślepaki. Po czym ledwo, ledwo udało nam się konar odciągnąć na bok i przemknąć obok niego. Czy to normalne, że czyhają na mnie połamane drzewa?
Dla relaksu za to piekę chleb. Taki, jak to drzewiej bywało - okrągły i na zakwasie. Zbieram zioła i suszę i usiłuję nie patrzeć w niebo ze zgrozą w czasie niemal codziennych burz...


20 komentarzy:

Casablanca pisze...

Oj, uroki życia na wsi... Oby ten połamaniec był ostatni. Jedno jest w tym wszystkim dobre- poznaje sę jak ważna jest pomoc sąsiedzka. Wszystkich naszych okolicznych sąsiadów poznaliśmy podczas ostatnich powodzi- każdy pomagał, gdzie i jak mógł.

Joasia pisze...

ja tez tylu burz na raz w swoim całym życiu nie widziałam , a i teraz patrzac przez okno na nic dobrego się nie zanosi :(

OLQA pisze...

jutro jedziemy na wieś i prawdę mówiąc boję się tego, co zastanę-oby dach wytrzymał te borze i grady.

wieś - moje spełnione marzenia pisze...

A dopiero co czytałam jaką to chemię rakotwórczą w chlebie sklepowym nam serwują, chyba wypiekacz wyciągnę ze spiżarki. U nas na szczęście tylko światło podczas burzy padło i mieliśmy romantyczny wieczór przy świecach, za to później wstałam bo kran bardzo w kuchni kapał, chciałam dokręcić a cały się wyrwał, za nim Michaek pobiegł zakręcić zawór do kotłowni (na zewnątrz domu) zalało kuchnię, ja się rozdarłam, on się obudził, wpadł do kuchni przewrócił się, dobrze że nie połamał, wyglądało to jak na filmach rysunkowych!

Los alpaqueros pisze...

Super piękny chleb pieczesz o smaku i zapachu pewnie lepiej nie gadać :)
Co do drzew ,może już limit wyczerpałaś :)
Pozdrawiamy Was

Sąsiad pisze...

piękne chleby!
a do jeepa nie ma jakiś dedykowanych zestawów siekiera + piła motorowa ? ;)
do tego przyczepka i zima nie będzie Wam już straszna :)

Romantyczna Dusza pisze...

O, matusiu, jaki chlebek:) Wygląda pysznie ...Oby takie "przygody" Was omijały...
Pozdrawiam cieplutko

Sarenzir pisze...

Nie wiem czy jest Święty od połamanych drzew, ale chyba Aniołów Stróżów macie porządnych bo co drzewo to dajecie rade :) Chlebusie piękne i zioła w oknie...:)))
pozdrawiam , tez burzowo :)

AnkaSkakanka pisze...

Najbardziej lubię, kiedy w pachnie pieczonym chlebem. Ja piekę po miejsku w maszynie, bo kuchnia na kamień mi go spiekała, ale sklepowego nie ruszę. Zioła zbieram, kiedy tylko wyjadę za miasto, ale to nie to samo, co mieć je pod domem. Drzewa zwalone były i nas, ale od sprzątania są służby porządkowe.
Pozdrawiam

Asia i Wojtek pisze...

Też piekłam w maszynie. Któregoś dnia postanowiłam spróbować upiec taki drożdżowy chleb w piekarniku. Ciasto wyrobiłam "maszynowo", na pierwsze rosnięcie zostawiłam w maszynie. Potem wyjęłam do michy, wyrobiłam jeszcze raz ręcznie dodając tyle mąki, ile wzięło ciasto, bo po wyjęciu z maszyny była za rzadkie na okrągły bochenek. Potem przykryłam ściereczką i zostawiłam do wyrośnięcia jeszcze raz. Następnie rozdzieliłam ciasto na dwa chleby, przełożyłam do...tortownic wyłożonych papierem do pieczenia i " wyrosłam" raz jeszcze. Piekłam w piekarniku nagrzanym początkowo do 350 st.C, po około 6 minutach zmniejszyłam do 270. Chleb piecze się u mnie około 35 min. Chleb na zakwasie robię podobnie - tylko w tym wypadku cała procedura trwa dwa dni, bo bochenki zostawiam do wyrośnięcia na noc:-))) No i ciasta na zakwasie nie wyrabiam w maszynie tylko ręcznie.

Anonimowy pisze...

Może Św.Pankracy co prawda on jest patronem ogrodników ale pomodlić się do Niego raczej nie zaszkodzi.Ja jak jest wichura to modlę się do wszystkich którzy mi do głowy przyjdą bo boję się wiatru okropnie.
Chlebek wygląda przepysznie,już wyobrażam sobie jak pachnie.Pozdrawiam i spokoju życzę.
Paulina.

Joanna pisze...

u mnie wczoraj pogrzmiało, pobłaskało i ... nawet jedna kropla nie spadła a w B-stoku - 12 km dalej : grad, wichura, ciut nie urwanie chmury ...
nie znam świętego od drzew ale Juda Tadeusz jest dobry na wszystko ... hihi

dompodsosnami pisze...

No św. Tadeusz Juda jest od spraw niemożliwych... ;)
Chlebek własny - najlepszy zawsze, piekę zakwasowy swojski już dobre parę lat, sklepowego widłami nawet nie tykamy!
Te hurtowe ilości ziół, które suszę zużywam m.in. właśnie do chleba. :)))

ciche marzenia...ciii... pisze...

Oj współczuję , co zaglądam do Ciebie to nowa katastrofa:), a taki chlebek to bym zjadła, nie pamiętam kiedy jadłam taki domowy...

Tupaja pisze...

U nas przedwczoraj burza była całą noc. O 1 i ok. 3 nad ranem, grzmiało strasznie, pioruny trzaskały całkiem blisko, a do tego ściana deszczu. Dobrze, ze kościół obok, więc jak co to najpierw w niego coś walnie (piorun, znaczy się), bo to najwyższy punkt. Nasz dom ma piorunochron, ale zawsze lekko drżę jak jest burza. Psy się chowają po kątach, tylko kotom wszystko jedno- przynajmniej tak sie wydaje...:)
Chlebek przepysznie wygląda! Ja ostatnio nie mam szczęścia do chleba kupowanego w sklepach. I niby jaworskie to zagłębie chlebowe, ale o dobry chleb strasznie trudno. Chyba trzeba samemu...Tylko jeszcze 3 raty spłaty pralki i jak nową kuchenkę z piekarnikiem kupimy, to chyba się wezmę za domowy wypiek. Co prawda nie urasta on do pięt takiemu pieczonemu w piecu (już nie mówię chlebowym), ale zawsze ;)
pozdrawiam gorąco!

Madlen pisze...

Stawiam na św. Antoniego, on jest wprawdzie od spraw ludzkich, ale mam wrażenie, że on jest od wszelkich problemów:) Moja babcia mówiła, że to święty uniwersalny. A chleb wygląda smakowicie, ja piekę taki drożdżowy, z ziarnami, na zakwasie jeszcze się nie odważyłam:)

M. pisze...

Chlebusie piękne! Masz długi nóż do krojenia, czy dzielisz najpierw chleb na dwie połowy?
Do kapliczki (na lipie?) proponowałabym Matkę Boską Gromniczną. Ochroni przed wichurą i piorunami, a w razie potrzeby z wilkami się dogada.
Piękna jest taka, otoczona przez wilki ...
Pozdrawiam i spokojności w naturze życzę!

Go i Rado Barłowscy pisze...

Zapomnieliśmy, jak wygląda błoto... Widać, nie ma za czym tęsknić...

A co do drzew, może św. Franciszek wstawiłby się za nimi, gdzie trzeba?

Pzdr.

Mona pisze...

no i jaki wniosek ?!-siekierkę wozić ze sobą trzeba..!

A chleb - powalajacy widok..Pozdrawiam w upał...

Jesien pisze...

Asiu ,chlebki pachnące łanami zbóż ...ślinka kapie ...tam myślę czy w kapliczce lipowej y Maryjką może postawić św.Franciszka ? to patron przyrody i zapewne zrozumiecie się . Ziółka wspaniałe na zimę będą swoje bez chemii.