piątek, 8 maja 2015

A w sercu właśnie maj


Nie tylko w sercu - jesteśmy otoczeni kwiatami. Kwitną grusze, jabłonie, głogi, mniszki, miodunki, tulipany, a przede wszystkim kwitnie rzepak! Nasz dom wyglada jakby stał na zielonej wyspie w żółciutkim morzu rzepakowych łanów. I ten zapach! Osobiście uwielbiam słodki zapach kwitnacego rzepaku. Choć w nazwie tej rosliny i jej użytkowaniu nie ma kompletnie nic romantycznego - te widoki i wonie są jak najbardziej pełne romantyzmu.
Zresztą zobaczcie sami - bosko jest!

Widok z okna:


Widok z drugiego okna:


Oby tylko nie było przymrozków...zapowiada się mnóstwo jabłek:-))


Jak na jabłoń liczącą sobie około 160 lat - kwitnie przecudnie. I co najważniejsze, rodzi pyszne jabłka.


Nasza grusza. W zeszłym roku miał...2 gruszki. Wszystko przemarzło w maju. Trzymamy kciuki za ten rok.



Idziemy do ogrodu...


A tam, nasza jodła kaukaska ma po raz pierwszy szyszki!



 Mamy nowe drzwi! Liczą sobie 120 lat...



wtorek, 14 kwietnia 2015

Co robić w sobotę?


Teoretycznie w weekend powinno się odpoczywać. Ale co zrobić, gdy dni stają się zbyt krótkie? Trzeba znaleźć sobie alternartywne sposoby wypoczynku. Na przykład wyjazd na "przedreportaż" może byc połączony z wycieczką krajoznawczo-odkrywczą, a robienie sera wieczorem stać się po prostu sobotnią zabawą. Tak też postanowiliśmy uczynić. Korzystając z pięknej pogody najpierw pomknęliśmy do mieszkającego w sasiedniej gminie Filipa, celem uzgodnienia szczegółów reportażu, który mamy realizować u niego dla dwumiesięcznika "Siedlisko". Razem z Filipem, który jest historykiem sztuki i pasjonatem starych domów wyruszyliśmy na wycieczkę, a wieczorkiem zabraliśmy się za sery, albowiem nasza piwniczka świeci pustkami ( wszystko poszło na święta. Nie ostał się nawet okruszek sera! ). Efektem ubocznym było ponad pół kilograma masła z zebranej z mleka śmietanki, a uwierzcie mi - takie domowe masło smakuje niebiańsko:-))

W skarbcu Filipa - ozdobny fragment Domu Szwajcarskiego, który spłonął kilka lat temu na Żuławach, a Filip uratował jego pozostałości z zamiarem odtworzenia.


Ruina domu w Topolnie. Zwróćcie uwagę na kolory dech we wnętrzach. Bajkowe:-))


Fragmenty przedwojennych tapet ( jak widać domy drewniane były wewnątrz często tapetowane.)



Bakelitowy włacznik światła ( myślę, by uśmiechnąć się do właściciela i go "wycyganić":-))


I stareńka, ponad 150-letnia grusza w sadzie. Nadal owocuje!



A w drodze powrotnej wypatrzyliśmy dom z pięknymi drzwiami:


A tu już w domowych pieleszach. Akcja "sery". Ostatnio robimy sery przynajmniej dwa razy w tygodniu, żeby uzupełnić zapasy.



Ten bardziej pomarańczowy został zabarwiony sokiem z marchewki.


I akcja "masło"
Wojtek ubijał przez 25 minut.


Już się zaczyna zbierać...


Prawie gotowe...


I jest!

Razem


Do nastepnego:-))

piątek, 10 kwietnia 2015

Zielona kuchnia


Nie, nie przemalowujemy kuchni...tylko na talerzach nam się zieleni. Pokazały się już pierwsze babki pospolite, podagrycznik się rozochocił, gwiazdnica panoszy się wszędzie, a do parzenia herbatek zachęca bluszczyk kurdybanek. Jednym słowem zielsko w natarciu!
Dzisiaj królowały podagrycznik z księżniczką gwiazdnicą. Z dodatkiem starego, dobrego szpinaku. Pod beszamelem i posypane wczoraj uwarzonym podpuszczkowym serem żuławskim. Przyznam się, że inspiracją byłu upolowana dzisiaj podczas zakupów...łódź. Żałuję tylko, że była jedna jedyna. bo chętnie kupiłabym dwa takie naczynia do zapiekania i brała na warsztaty.
Jeszcze słówko o bohaterach dzisiejszego wieczoru. Podagrycznik znają wszyscy posiadacze ogrodów. Kocha zacienione miejsca i jest praktycznie nie do wytrzebienia. Jedyna rada - polubić! Tak też zrobiłam i wykorzystuję go w kuchni. Najlepszy jest właśnie teraz. Młodziutki i soczysty, ale i później króciutko skoszony, odrasta tak samo apetyczny, jak ten wczesnowiosenny.
Podagrycznik smakuje nieco ziemiście, przypominając trochę smakiem i aromatem seler naciowy, w połączeniu ze szpinakiem komponuję się niemal idealnie.


Podagrycznik oprócz zastosowania kulinarnego ma znaczenie również w zielarstwie. Napar z niego ma działanie uspokajające, działa moczopędnie i przeciwzapalnie. Przy wiosennych przeziębieniach jak znalazł. To także doskonały, naturalny lek na dnę moczanową, zwaną niegdyś podagrą - stąd też wywodzi się nazwa tego ziela.

Gwiazdnica pospolita


Delikatna z pozoru, w rzeczywistości jest niezniszczalna. Rozrasta się niepowstrzymanie, tworząc soczyście zielone kobierce, połyskujące filuternie białymi kwiatkami. Ja z nią nie walczę. Lubię ją w trawniku. Mam nawet specjalne miejsce w ogrodzie, gdzie jest prawdziwą królową. Jest smaczna, lekko orzechowa i bardzo, bardzo zdrowa. Młode pędy są pyszne na surowo, w sałatkach. W zasadzie tylko takie można jeść świeże, nie zawierają bowiem wiele saponiny, która w roślinach starszych występuje w dużych ilościach. A saponina, mimo, że ma właściwości przeciwzapalne, może mieć również działanie...przeczyszczające. Rośliny starsze zagotowujemy w sporej ilości wody, odlewamy cały płyn ( lekko się będzie zmydlał - właśnie od saponiny ), płuczemy i dokładnie siekamy. I do zapiekanek z nią! A siekamy, ponieważ starsze pędy po ugotowaniu robią się nieco włókniste.



 Czy zatem warto "bawić się" z naszą księżniczką? Jak najbardziej! To bomba witaminowa. Zawiera rutynę, która ma właściwości przeciwrakowe, witaminy C, E, B oraz karotenoidy, które są źródłem witaminy A.
Nie zaszkodzi też zebrać i zasuszyć gwiazdnicę - napary z jej dodatkiem mają właściwości wzmacniające organizm, działają też przeciwskurczowo, przeciwzapalnie i dezynfekcyjnie.
Napar z samej gwiazdnicy, z jej "starych" pędów, działa przeczyszczająco. Młode można zjadać bezkarnie.

Na przykład tak:



A tu z solidną porcją świeżego sera:-))


Smacznego!

Przepis na zapiekankę:
1 opakowanie szpinaku, 1 cebula, 2 ząbki czosnku lub pęczek czosnaczku pospolitego albo czosnku niedźwiedziego, garść młodych pędów gwiazdnicy pospolitej, garść młodych listków podagrycznika, 25 ml słodkiej śmietanki, 4-5 łyżek kwaśnej śmietany, sok z cytryny i oczywiście makaron.
Na sos beszamelowy:
2 łyżki masła, 2 łyżki mąki, szklanka mleka, sól, pieprz ( najlepiej cytrynowy ), gałka muszkatołowa.

Cebulkę i czosnek drobno siekamy, szklimy na dobrym oleju z dodatkiem 1 łyżki masła, dorzucamy zielsko, dusimy jakieś 15 minut, solimy, pieprzymy, wyciskamy sok z połówki cytryny, dodajemy śmietankę. Wyłączamy. Jak chwilę odpocznie - dodajemy kwaśną śmietanę, mieszamy.
Makaron gotujemy al dente. W "międzyczasie" przygotowujemy sos beszamelowy:
rozpuszczamy masło, dodajemy mąkę i szybko mieszamy do ich połaczenia, wlewamy ZIMNE mleko i cały czas mieszamy trzepaczką rózgową. Doprawiamy do smaku. Gdy zgęstnieje - wyłączamy.

Mieszamy razem makaron z gotowym "zielonym", wykładamy do wysmarowanego masłem, żaroodpornego naczynia, wierzch polewamy beszamelem i posypujemy serem ( najlepiej zrobionym własnoręcznie:-))), ostatecznie może to być np. feta, całkiem ostatecznie zwykły, żółty ser. Zapiekamy około 30 minut, do lekkiego przyrumienienia się zapiekanki z wierzchu.
Podajemy dodatkowo posypane serem.
I do tego białe, delikatne wino np portugalskie vino verde.
Smacznego!

czwartek, 9 kwietnia 2015

Drobiażdżek



Wiosna, wiosna, cieszą się koty. I my tez się cieszymy. Tyle, że nasze koty spędzają czas na błogim nieróbstwie, wylegują się na słoneczku, podskubują pierwszą trawkę, a nas ogarnęło wiosenne szaleństwo i nie wiemy w co ręce włożyć. W ogrodzie zaczynamy chyba od jutra. Przyszła agrowłóknina, krzewy do posadzenia, a i coś tam zaczyna się pomału zielenić. Chociaż waham się, czy już odsłaniać byliny, bo w nocy było -4 dzisiaj...
Ale w domu już można. Lada moment będziemy mogli pokazać Wam gotową sypialnię. Ściany już wyczyszczone i zabezpieczone, karnisze wiszą, szafa biblioteczna " się czyści" i dzisiaj odbieram zamówioną farbę do malowania różnych rzeczy - na przykład łóżka:-))
Potem wejdziemy z remontem do "salonu". I tu mamy zagwozdkę: kłaść nową podłogę, czy ratować starą. Stara jest w stanie straszliwym ( moim zdaniem ), ale zaproszony na konsultację fachowiec od starych domów piał nad nią z zachwytu i rzucił pomysł by zaflekować tam, gdzie są najgorsze ubytki, wyczyścić, przełożyć i zabezpieczyć. No nie wiem. Część desek jest tak spróchniała, że zapewne przy zdejmowaniu się rozpadnie w pył. Pożyjemy - zobaczymy. Droga nieco przeschła, możemy więc zamówić wapno na tynki wapienne, które po zlasowaniu będziemy rzucać na ściany szczytowe. A póki co - bawimy się z detale. Dzięki przeróżnym drobiażdżkom...

Wczoraj wpadł mi woko szyld na drzwi kuchenne. Idealny w kolorze i stylistyce - wpisał się w szarą płaszczyznę odmalowanych niedawno drzwi kuchennych:


A tu zbliżenie na klamkę.

Drobiażdżek prezentowy - Mikołaj się sprawił - ażurowo-rowerowy wieszak na kuchennej ścianie:


Drobiażdżek smakowo- zapachowy: chleb pszenny na zakwasie - kolejny wypróbowany przepis.


A tu drobiażdżek hobbystyczny, czyli skarbnica z przepisami na chleby i bułki wszelkiego autoramentu. Napisana przez piekarza w trzecim pokoleniu. 


To tyle na razie. Lecę po mleko, bo będę robić nowa partię sera. Tym razem dodam mu trochę kolorku...sokiem z marchewki!

sobota, 4 kwietnia 2015

Wielkanocnie


Niech te Święta będą ciepłe, niezależnie od aury za oknem. Pełne miłości i wzajemnego zrozumienia. Niech stoły będą obfite, ale niechże nie przytłaczają istoty Wielkanocy. Radujmy się!

czwartek, 26 lutego 2015

Powrót do tradycji



Nasze Stowarzyszenie "Dwie Wsie" zakończyło realizację projektu realizowanego ze środków z Programu Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Projekt pod nazwą "Powrót do Tradycji-modernizacja świetlicy wiejskiej w Węzinie i warsztaty chlebowo-serowarskie"
Projekt otrzymał dofinansowanie ze środków Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich w ramach działania 414 „Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju”, z zakresu małych projektów. Dofinansowanie wyniosło 46 156 07 zł ( czterdzieści sześć tysięcy sto pięćdziesiąt sześć złotych, siedem gr.). Wkład własny finansowy Stowarzyszenia – 1059,02 zł ( tysiąc pięćdziesiąt dziewięć zł. dwa gr. ), a wartość pracy wolontariuszy – 10 480 zł ( dziesięć tysięcy czterysta osiemdziesiąt zł ). Pełen koszt projektu to 57 695 zł 09 gr.
W ramach projektu wykonano remont świetlicy wiejskiej w Węzinie celem przystosowania jej do organizowania tam warsztatów serowarskich i chlebowych. Wymieniono instalację elektryczną, a w miesiącu lutym odbyły się w świetlicy  warsztaty serowarskie i chlebowe. 
Wszystkie prace przygotowawcze do prac modernizacyjno-remontowych wykonane zostały przez wolontariuszy, a było ich co niemiara. Bo też i stan techniczny naszej świetlicy był opłakany. Mimo zastosowania podpór i zabezpieczeń mało brakowało, a strop rozpadłby się podczas rozbiórki, ze nie wspomnę o ściance działowej, która trzymała się ledwie, ledwie. 
Za to teraz do świetlica jaśnieje. W warsztatach serowarskich i chlebowych w sumie wzięło udział ponad 50 osób. Wykonaliśmy cztery rodzaje serów tradycyjnych podpuszczkowych i upiekliśmy chleby wiejskie na zakwasie w naszym piecu chlebowym.
Wszystkim, którzy poświecili swój czas serdecznie dziękujemy i zapraszamy do obejrzenia fotorelacji:

Demolka:


Nasza ekipa remontowa


Sala główna już gotowa


Warsztaty



Chleb



wtorek, 24 lutego 2015

Powalentynki




Walentynki u nas nierozerwalnie wiążą się z rocznicą. W tym roku stuknęło nam już wspólne 24 latka. Kawał czasu, jakby nie patrzeć. Co do romantyzmu - hmmm... W dniu rocznicowym, czyli konkretnie 12 lutego, Wojtek leżał " jak z diabła skóra " ( tak mawiał mój dziadek ) i rzęził pokasłując. Zmogło go. Za prezent uznałam brak gorączki, bo wówczas właściwie czułabym się jak pielęgniarka na OIOMIE. W walentynki natomiast mieliśmy w świetlicy wiejskiej warsztaty serowarskie. I nie były to " jakieś tam, kolejne sobie warsztaty" lecz warsztaty inaugurujące działalność wyremontowanej w ramach projektu z funduszy unijnych świetlicy. Projekt ten w czasie realizacji niemal mnie wykończył ( i wykańcza nadal bo jeszcze wniosek o płatność...) więc i wydarzenie niebagatelne. Było 28 osób! Część pań przyszła z ciekawości, ale spora grupa faktycznie z zapałem i uwagą warzyła sery. Nie wyłączając pani Wójt i prezeski LGD Łączy nas Kanał Elbląski, Stasi Pańczuk, bez której z projektu byłyby nici, bo wspierała i wspiera z całych sił. Polecam Waszej uwadze zdjęcia wnętrz świetlicowych. Projekt i wykonanie jest dziełem ekipy elbląskiej z firmy Design. Fajne, prawda? I pierwszy raz trafiła mi się ekipa budowlana, która można było pozostawić przy robocie. Zazwyczaj trzeba stać nad takim fachowcem jak kat nad dobrą duszą i pokazywać paluszkiem: " o, zobaczy pan, jeszcze tam ma pan nie zrobione...". A tu - proszę. Robota aż furczała w rękach.
Co do romantyzmów walentynkowych...jakby to powiedzieć...Wojtek wspiął się na wyżyny. Przyjechał Jacek, czyli nasz szwagier od cudów remontowych i wzięli się chłopaki za łazienkę. Dostałam więc nową umywalkę, niecieknącą baterię umywalkową i...taaadaaam! - nowy kibel! Szczyt romantyzmu, nieprawdaż? Ale kto zna naszą drogę przez mękę z kanalizacją, szambem itp ( ci co widzieli wiedzą o co chodzi ) - ten nie będzie się dziwił mej radości. Prezent doceniam!
Asia

czwartek, 5 lutego 2015

Droga Gminna - ciąg dalszy opowieści


Wydaje się Wam, że już widzieliście te zdjęcia? Nie, kochani, to nóweczki. Dzisiejsze. I całkiem inny kurier zakopany w całkiem innym miejscu. Również traktor jest całkiem inny, ponieważ panowie zakopali się w dość niefortunnym momencie dnia. Nasi sąsiedzi o tej porze krowy doją i było ryzyko, że kurierzy będą stali na tym polu dwie godziny. Na szczęście jednego z naszych nieocenionych sąsiadów ( dziękujemy Janku! ) miał kto zastąpić i przybył na ratunek swą niezawodną maszyną. Faktem jest, że ktoś się na naszej drodze gminnej zakopuje średnio raz na dwa miesiące ( bywa, że częściej jak nie zachowa czujności ). A my mamy już wprawę lepszą niż Hołowczyc:-))) A jutro mają dojechać formy do serów... też kurierem. Będzie się działo...

Próba honorowa, acz beznadziejna. Jeepik by sobie poradził Fordzik niestety poległ...


Dopiero przybyły na pomoc sąsiad w swojej niezawodnej maszynie dał radę ruszyć dostawczaka. A tam ludzie na paczki czekali...