poniedziałek, 4 marca 2013

Akcja węgiel, czyli dalszy ciąg epopei drogowej





Mimo, że wiosna już do nas zawitała, bo i pierwsze bazie na wierzbie się czają do wybuchnięcia, i pierwsze przebiśniegi już się wyłoniły z ziemi, to jednak palić w piecu trzeba nadal. No i węgla zabrakło. Zbadaliśmy więc stan naszej drogi i ponieważ droga okazała się być hmmm...błotnista zamówiliśmy skromne pół tony. Poprosiliśmy, żeby węgiel zrzucili nam na skraju utwardzonej drogi - 215 metrów od domu. Ostatecznie łatwiej zapakować do worków i przewieźć Jeepikiem pół tony niż tonę... Pan kierowca pobłądziwszy lekko, pomstując okrutnie na śliskie płyty na drodze gminnej, węgiel dowiózł. Nie minęło 5 minut i odbieram telefon: " Czy moglibyście mnie tym Jeepem wyciągnąć? Bo mnie zniosło z drogi i utknąłem..." Cóż było robić. Wrzuciliśmy linę holowniczą i pojechaliśmy ratować naszego dostarczyciela ciepła. Faktycznie - musiał nieźle przykozakować za zakrętem, bo wjechał w pole i siadł po osie. Jeepik nawet nie stęknął i pojazd gładko wytoczył się na drogę. Zadowoleni z dobrze spełnionego obowiązku wyciągaczy pojazdów z żyznej, żuławskiej ziemi, zmierzaliśmy już w stronę domu, gdy telefon zadzwonił ponownie: " Czy mógłbym prosić jeszcze raz? Bo nadal nie mogę wyjechać..." Zawróciliśmy więc i odholowaliśmy uwalane w ziemi auto do asfaltu. Na temat Jeepika mogłabym pisać hymny pochwalne i naprawdę mam poważną zagwozdkę: remontować krok po kroku ( choć koszty będą raczej duże... ) czy sprzedać na części i kupić nowszą terenówkę. Wojtek jako ostoja rozsądku skłania się ku tej drugiej opcji, ale mnie serce boli i duszą żal szarpie. Tyle razem z Jeepikiem przeżyliśmy! Toż oddanie go na złom to jak poddanie ukochanego zwierzęcia eutanazji! I tu mój domowy Głos Rozsądku mawia, że on by to raczej porównał do oddania narządów do przeszczepów po śmierci, ale ja doprawdy nie wiem...
A wracając do węgla. Na trzy dostawy w tym sezonie dwa razy musieliśmy węglarki wyciągać... Poza tym niedawno ratowałam też geodetów, którzy usiłowali polem przejechać... Nieutwardzona część drogi przypomina poligon po przejeździe kawalkady czołgów. Trzeba by ją tradycyjnie, jak co wiosny, wyrównać walcem. Udaliśmy się więc do gminy, żeby tą, wydawałoby się prostą czynność uzgodnić. Myślicie, że poszło jak z płatka? Nie ma tak dobrze! Zagadnięty w kwestii równania drogi gminny specjalista spojrzał na nas wilkiem i oznajmił, że dróg gruntowych się nie równa! Przytkało mnie z lekka, bo przez minione trzy lata droga była równana na wiosnę zawsze i wówczas pan Z. Twierdził, że to norma. Pan Z. zresztą zasługiwałby w zasadzie na oddzielny wpis, bo jest urzędnikiem niesztampowym. Dość powiedzieć, że jakiś czas temu nasza sąsiadka, starsza pani o przemiłym usposobieniu, uczynna, życzliwa ludziom - na wieść, że pan Z. wybiera się na " wizję " jednej z dróg gruntowych w okolicy drogi splunęła zamaszyście pod nogi i mściwym głosem rzekła: " Tylko niech swoim samochodem przyjedzie! I jak ugrzęźnie, żebyście go przypadkiem nie wyciągali! Zobaczy jak to jest!. Po czym przeżegnała się, wzniosła oczy do nieba i wyszeptała - " I niech mi dobry Pan wybaczy..." Pan Z. potraktowawszy nas nieuprzejmymi słowy uznał sprawę za zakończoną. Mnie jednak całe zajście odrobinę wzburzyło. Nie bardzo lubię jak urzędnik na mnie fuka. Zaszłam więc na moment do naszej Pani Wójt i okazało się, że oczywiście wyrównanie drogi jest możliwe i powinno to niebawem, w dogodnym momencie pogodowym nastąpić... Nauczka na przyszłość. Trzeba było od razu do Wójta...
A pan Z. niestety jest chyba niereformowalny... ot taka skaza na wizerunku naszej gminy i swoisty koloryt lokalny!

Wybaczcie jakość zdjęć. Cykałam telefonem:-)))

No i zjechał...



Ziemia śliska i tłusta wciąga niczym bagienko...





Kaloszki po przejściu naszą drogą...



Węgiel i Jeepik po przedarciu się przez błotniste koleiny...






I jeszcze pytanie do mieszkańców rozmaitych terenów wiejskich : gdzie zakładacie buty? Niektórzy zakładają w przedpokoju, inni na ganku, jeszcze inni przed domem. Nieszczęśnicy mający błotniste podwórka obuwają się w samochodzie. My "miejskie" buty zakładamy dopiero...w drugim samochodzie. Po przedarciu się przez koleiny błota:-)))

42 komentarze:

Hana pisze...

W samochodzie! Jasne, że w samochodzie - po otwarciu i zamknięciu bramy.
Pozdrawiam

Inkwizycja pisze...

Ja w sieni... za to później wykrusza mi się zawartość bieżnika na biurowe pokoje ;-) Choć teoretycznie mam utwardzony kawałek od drzwi do auta ;-)
Ściskam

Iza pisze...

Ja zakładam w ganku :D

Babaluda pisze...

Czytam i czytam...i jakbym była u siebie. Tylko nie wiem czy mam płakać, czy cieszyć się, że nie jestem sama.
Pozdrawiam

Agniecha pisze...

Pan Z.... ma może problemy z menopauzą męską...? A buty zmieniam w przedpokoju, po przejściu przez wycieraczkę zewnętrzną, następnie na ganku jeszcze dwie gęściejsze, w domu w przedpokoju jeszcze dwie i już. Żałuję, że nie mamy takiego czegoś z żelaza przed drzwiami, co błoto z podeszwy zdziera. Natomiast w samochodzie ziemniaki można sadzić, a kiedy w dobroci serca staję żeby kogoś podwieźć to poniektóry nie waży się wejść - bo się pobrudzi.

Asia i Wojtek pisze...

My mamy przy schodkach taki dynks metalowy do czyszczenia butów, potem jest przemysłowa wycieraczka - taka jak w supermarketach, potem następna - taka osuszająca ( też przemysłowa ), a potem już zwyczajna, w kształcie kota:-))) Ale niestety psy zapominają o wycieraniu łap. A w samochodzie u nas też można buraki sadzić... Jak jest takie błoto to na masce też:-)))

Agniecha pisze...

O, widzisz, to właśnie ten dynks, o nim marzę! Kiedyś uważałam to za szczyt buractwa i wiochlandu, a teraz... Widziałam kiedyś takiego w formie jamnika. Kiczowina okropna, ale jakże by mi się przydał....

Agniecha pisze...

A, i zapomniałam dodać, że buty wiejskie ustawiamy na szmatach od podłogi.

Los alpaqueros pisze...

Buty zakładamy i zdejmujemy w korytarzu, jednak nasza piaskowa górka szybko obsycha i właściwie coś takiego jak błoto to u nas nie istnieje jeśli już to rzadko i krótko .
Wojtek musi być dumny gdy piszesz o nim OSTOJA ROZSĄDKU :)
Serdecznie Was pozdrawiamy :)

Archanioły i Ludzie pisze...

Nie wiem co dolega Waszemu czterokołowcowi, ale życie uczy, że co nowszy model (chyba każdej marki) to bardziej zawodny, psujny i delikatniejszy.
Może stary da się zreanimować?

Agniecha, firma http://www.zielinski.waw.pl/
wysyłkowo takie różne paści do czyszczenia sprzedaje.
Może i inni też, ale tę firmę znalazłam przed kilku laty.

wszystkich pozdrawiam

Aleja Kwiatowa pisze...

Współczuje kierowcy tego auta u nas podobna droga, błotnista i tragiczna.
Ciepło pozdrawiam :)

multanka pisze...

Asia, ja się wczoraj wypuściłam z Mamą na cmentarz do Taty ... Coś mnie podkusiło, żeby przez pola pojechać drogą gruntową no ichwilami zastanawiałam się czy dam radę do przodu bo do tyłu już nie :) Blondynka w samochodzie, bez komórki, w niedzielę, wokoło pola i pustka :) Ot, tak jakoś mnie naszło romantycznie przez pola! :)
A co do urzędników - mamy też takich kilku w gminie - nie wiem w zasadzie czy to ja mam kłopot że oni tam pracują czy oni, że ja tu mieszkam :P
pozdrowienia!

multanka pisze...

... i jeszcze mi się coś przypomniało w kwestii butów - moje gumowce (żeby było zabawniej to są to najprawdziwsze Huntery :)) stoją upierniczone przez Stajenką czyli naszym domem i są takie brudne i utytłane w końskim nawozie i błocie, że nikt ich nie rusza :P
Nie ma to jak kamuflaż, hehe

LEPTIR pisze...

my zostawiamy na korytarzu na górze, ale pies i tak wbiega po schodach prosto z ogrodu, choc u nas aż takiego błota nie ma, woda spływa szybko bo dom stoi na górce....
a z kaloszami [ a mam az trzy pary , w różnych kolorach] to sie nie rozstaje, jest mi najwygodniej

Dom Pod Sosnami pisze...

Najpierw długa kolekcja wycieraczek, schody w ganku, potem dopiero sień i tam zrzucam buty, zakładam także. Jest w sumie mnóstwo rzeczy, które mieszczuchy (ja też kiedyś byłam mieszczuchem!) traktują okropnie z góry i z lekceważeniem, jeśli nie pogardą uważają za wiochę ostatnią i obciach.
A prawda jest taka, że NIC nie rozumieją i zadufani w sobie są, w głupocie swojej sądząc, że kimś lepszym i mądrzejszym są.
Może też niedługo o tym napiszę...? Pozdrawiam serdecznie!

Tupaja pisze...

Mogę dopisać się do grona "brodzących w błocie". U nas na podwórzu syf błotnisty; co zmrozi nocą- odtaja za dnia i ciapsko okropne.
My mamy ten tzw. "dynks" do obcierania błocka, ale juz strasznie sfatygowany i zapadnięty. No i całe stada szmat. Szmata za drzwiami,szmata na pietrze- za schodami, szmata przed drzwiami do pokoju...A ostatnio pan rozwożący węgiel zrzucił nam go 2m od komórki, bo zawsze się zakopuje tym swoim dostawczakiem. Zarzekał się nawet, że "następną razą" zrzuci tuż za bramą...Pff!

Powrót do tradycji pisze...

Absolutnie buty zakładam w samochodzie :)))) a gumowce czekają jak wrócę :D ale tak na serio u mnie już w miarę sucho a przed domem mam utwardzony podjazd to i takich problemów nie mam :D

Ica pisze...

Rzeczywiście błoto niesamowite!
Ale od czasu kiedy mocniej wieje, tak jakby troszkę się osuszyło. :D
Z resztą podziwiam Was za to, że wytrzymujecie z tą drogą. :)
Wiem, że ile by się nie nawiozło na drogę, to i tak będzie mało.
Na szczęście buty zakładam na przedpokoju, czasem na ganku.
Co do Jeepika, to rzeczywiście skarb i pewnie też z ciężkim bólem serca myślałabym o wymianie na nowszy model. :))
Pozdrawiam,
Ilona

Nika pisze...

Moj malzonek tez ma taka ukochana terenowke do jezdzenia po winnicach. Kocha ja nad zycie i powiedzial, ze nawet jak mu sie juz kiedys rozsypie, to bedzie szukal dokladnie takiego samego modelu, bo te nowe maja za duzo elektroniki i nie mozna na nie liczyc.
Jestem pod wrazeniem blota. W zyciu tak urodzajnej i mokrej ziemi nie widzialam. U nas po burzy tez nie mozna wjechac w winnice traktorem, ale jak powieje tramontane 100 km/h to wszystko szybko osusza. Dlatego buty wiejsie sa sciagane przy drzwiach, ale nieczesto mamy klopot z blotem. Tylko koty po deszczu nie chca wycierac lapek. Musze im klasc recznik przy drzwiach, zeby musialy po nim przejsc..
Pozdrawiam i osuszajacych wiatrow zycze Nika

Nika pisze...

Uciekl mi moj komentarz, a byl tak dlugi :(
trudno. Pisalam tylko o ukochanej terenowce malzonka, z ktora w zyciu sie nie rozstanie i postanowil jezdzic nia do upadlego (to tak z tej milosci:)
Nowe podobno maja za duzo elektroniki i sa nic nie warte, nawet tej samek marki.

Blotko macie nieziemskie! W zyciu czegos takiego nie widzialam. Zeby az tak sie zabuksowac? Niesamowite.

U nas tez bywa ale kcotko, bo witr szubko osusza.
A buty zmieniamy w drzwiach, bo nasz MAS (czyli wiejska ferma), jest w centrum wioski i asfalowa uliczka prowadzi pod sama brame jak w miescie

Pozdrawiam Nika

Joanna pisze...

faktycznie ... błoto niesamowite ...
u mnie zima, każdego dnia mrozi więc... dużych roztopów nie ma bo wszędzie dalej śnieg leży

Agniecha pisze...

Gabriela ( chyba dobrze?), dzięki za namiar na żeliwo, przyjrzałam się z bliska jamnikowi i jednak sobie odpuszczę:-). Albo zagonię jakiegoś , żeby mi z kawałka blachy i dwóch kawałków pręta budowlanego cóś zespawał. Ale inne przedmioty tam na stronie - o, hoho, może być jak najbardziej.

zielnik hani pisze...

Asiu jak budowaliśmy dom to zamówiliśmy dachówkę prosząc by mały samochód do nas przyjechał bo droga, no wiesz. Nagle patrzymy a tu wielgachny MAN z przyczepą na naszej grząskiej, wąskiej i jeszcze na skarpie drodze. Ani do przodu, ani do tyłu, przyczepa się przechyla niebezpiecznie do rowu z naszą i nie tylko dachówką. Horror.Na szczęście mieliśmy we wsi takiego magika z wielgachnym traktorem. Tylu przekleństw co wtedy to w życiu nie usłyszałam.
Ale od wczoraj robią nam porządną drogę!!! Hanusia załatwiła, wiadomo trzeba molestować latami i uderzać w samą górę. Pozdrawiam:)))

Ania pisze...

W samochodzie, za bramą hi, hi. Droga u nas juz od kilku lat jest wysypana paskudnym żuzlem ( latem starszny kurz!) ale przynajmniej nie grzęźniemy w błocie, jak kiedyś. Gorzej jest na podwórku, a najgorzej w stodole-garażu, na klepisku. Równiarka to dobra rzecz ale najlepsza to parę Steyerów żwiru lub żużlu ( na co, jak się domyślam, ciągle brak pieni ędzy). Uściski !
Ania z Siedliska

Riannon pisze...

Ja też przywiązuję się do samochodów, niemal jak do członków rodziny, zatem przychylam się do odpicowania obecnego. Tym bardziej, że istotnie, im młodsze auto, tym prędzej się rozlatuje. Jak nam się seat rozsypie do cna, będziemy szukać terenówki o rodowodzie sięgającym lat 80-tych. I to nie żart. Blachy wysokiej jakości i w razie czego można naprawić młotkiem, a nie wydawać bajońskich sum w autoryzowanym warsztacie.

Aż takiego błota nie mam, ale Wasze jest imponujące :-) Buty zakładamy na kaflach w przedpokoju.

Beti pisze...

Ojejciu....to nie dla mnie!!!!Samo życie>>>>>Serdeczne pozdrowionka.

Sąsiad pisze...

Zmieniajcie na nowy, znaczy - nowszy. Nie ma co żałować, bo pożałujecie, jak się sypnie. WJ-ów wybór ogromny. Tylko znaleźć dobrą sztukę i jazda. Albo XJ-a w dobrym stanie... oj to byłoby coś!
A podjazd podnieśliśmy na geowłókninie i po dzikiej męce przez całe lata mamy teraz butki czyste. Pozdrowienia!

Agniecha pisze...

Geowłóknina??? Co to za zwierzę, Sąsiedzie?

Rogata Owca pisze...

U nas na podwórzu błota nie ma, zdrenowane super, ale u owiec jak wód gruntowych przybywa i ulewy są jest trochę grząsko. Owce wtedy udają się na tereny "wyższe" czyli suche. Buty gospodarskie zmieniam na ganku, jak już nie idę do czynności gospodarskich. Pantofelki i inne Loubouteny obuwam w domu. Wycieraczka jest tylko przed domem, metalowa, po poprzednikach. Psy i koty wycieraczki nie używają.

A błoto macie co się zowie. Moje białe (bardzo rzadko) autko wygląda nie lepiej, bo drogi poprzez lasy i knieje, jakimi przychodzi mi przemieszczać się w naszym parku krajobrazowym są baaardzo błotniste. Ale autko wyjeżdża z każdej opresji. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asiu, górka by Wam się przydała, spłynęłoby wszystko bez śladu, a tak natura musi sobie sama poradzić z nadmiarem wody, ziemia wessie wszystko, jak tylko zmarzlina puści; kiedyś leśni zniszczyli drogę wywózką drzewa, potem wyrównali wszystko mieszając ze śniegiem, ale kiedy przyszły roztopy, nawet górka nie pomogła; chodziliśmy bokiem krzakami albo łąką, dopóki nie przeschło, a potem ulewa nie zmyła błotka do kamieni; marcowe wiuchy osuszą szybko; pozdrawiam serdecznie.

Piotr pisze...

Aby droga była OK, musi być zrobione korytowanie, potem równiarka + kamień i walec.
Każda gmina ma masę dróg gruntowych, ale panowie i panie wolą wydawać kasę co roku na równanie, niż na porządną robotę.
Wiem coś o tym, bo jako sołtys z 6 -letnim stażem, musiałem na początku zapłacić frycowe, zanim poznałem co i jak.

Asia i Wojtek pisze...

Donoszę, że pomału obsycha:-))) W tym roku wyjątkowo szybko. I jakoś tak mam wrażenie, że świat wokół zaczyna się nieśmiało zazieleniać:-)))
A.

Jedliska pisze...

Ho, ho mając takie błoto jak u Was to się nie można nudzić.
U nas takiego błota nie ma, oczywiście mamy błoto ale takie mniejsze, że raczej byśmy Wam nie zaimponowali.
Mamy to szczęście, że w zasadzie miejskie buty możemy zakładać w domu i raczej bez problemu przejść w nich do samochodu.
Miejsc do zakładania butów to mamy kilka bo i dom duży i okoliczności różne. Ja zasadniczo większość swoich butów przebieram na parterze w tzw "gumowcowym" (takie pomieszczeni gdzie trzymamy gumowce), Aneta lubi wchodzić w butach na piętro i zmieniać je u szczytu schodów. Ale najbrudniejsze buty gumowe trzymam w piwnicy i wychodzę w nich osobnym wejściem - ubieram je zazwyczaj w mokre dni do spacerów z psami lub do prac w ogrodzie.

Z samochodami to jest zawsze dylemat. Ja lubię te starsze pojazdy z czasów gdy jeszcze nie było katalizatorów i elektroniki. I o ile wasz Jeep nie jest całkowitym trupem to polecam raczej inwestowanie w jego remont. Ponieważ starsze samochody są mniej kłopotliwe. Dla porównania powiem, że miałem starego 16-letniego transita którym pokonałem blisko 600000 km i byłem z niego bardzo zadowolony, to auto wracało nawet z najdalszych podróży zawsze na własnych kołach. Gdyby w ostatnim czasie nie zżerała go w zastraszającym tempie korozja to bym jeszcze zapewne nim jeździł do dzisiaj. W zeszłym roku kupiłem prawie nowe ducato i jakoś nie mam zaufania do tego samochodu - już dwa razy był na lawecie, nie wspomnę też szeregu pomniejszych awarii które są zawsze kosztowne i bardzo uprzykrzają życie.
Pozdrawiam, Tomek.

Twórcze Pole pisze...

u nas też rozkoszna wiosna ;)
ja wszędzie w gumiakach, po 10 latach na mazurach postanowiłam w mieście lansować wiejską rzeczywistość :) a no i polecam wybranie się właśnie w takich po przejściach gumiaczkach do urzędu gminy, kilka dni z rzędu to i sprzątaczka wpłynie na wójtową osobowość ;)

Anonimowy pisze...

Asiu, a może byście kupili drugiego takiego samego dżipika, tylko żeby miał dobre to, co Wasz ma popsute i z dwóch zrobili jednego?
Babulinka

Asia i Wojtek pisze...

Ostatnio jak przyjechałam do gminy moim utytłanym w błocie Jeepikiem i zaparkowałam obok wysiadającej właśnie pani Wójt to aż zaniemówiła ze zgrozy:-))) Ale kalosze jednak w aucie zmieniam na bardziej : wyjściowe" buty:-)))
Krysiu, a z tym drugim jeepem to może i jest myśl...:-)))
Tomek - nie przemawiają do mnie te nowe samochody zupełnie. Przecież najnowszy Jeep Grand Cheokee to już nawet nie jest terenówka. Zgroza!
Asia

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

oj znamy te przejścia z Panem od Węgla.
Co do butów to od jakiegoś czasu chodzę w błotnistych trepach również po mieście.

Jagoda pisze...

a my na naszą wieś to mamy drogę
pt.dziurasikdroga , dziury jak w szwajcarskim serze i ciągle zapraszamy pana burmistrza aby zrobił sobie wycieczkę na naszą wieś ale ...
swoim prywatnym samochodzikiem.
Gdy widzimy że raptem jedzie
spycho-równarka to znaczy że pan burmistrz będzie nas nawiedzał- oczywiście służbowym samochodem
i z uśmiechem na ustach : czego wy chcecie od tej drogi a w ogóle to wasza wieś nie jest pępkiem świata :)

na wsi pisze...

Witajcie! Czy ja dobrze myślę, że Asia jest tą Asią, z którą pracowałam w wydawnictwie na Motorowej w W-wie? A Wojtek to ten niezastąpiony dziennikarz, co najlepsze tematy przynosił? Bo jeśli tak, to ja jestem tą Agnieszką, co robotę tam właśnie rzuciła z dnia na dzień, a regularnie z Wami niegdyś wspólpracowała :) Pozdrowienia!

na wsi pisze...

Jeepika remontować! Mam też takie oto coś jak Wy, pewnie i rocznik ten sam, nieraz tyłek nam ratował, na błoto i śnieg niezastąpiony. Też rozważaliśmy kupno drugiego, zamiast wyremontować naszego. Kupno drugiego wiąże się jednak z takim samym ryzykiem - nie wiadomo, co się trafi... Uważam że to najpiękniejszy model Granda :) Co prawda próbował puścić nas z torbami z powodu kosztów naprawy, żre paliwa za półtora auta swej wielkości (5.2 V8) ale kultowy jest. Drugiego takiego modelu nie ma po prostu.

Asia i Wojtek pisze...

Agniecha - to chyba nie my jednak. Bo nie przypominam sobie wydawnictwa na Motorowej, ale kurczę, ja w tylu miejscach pracowałam, że nie wiem... Jakby nie było Witam serdecznie koleżankę po fachu i lecę zobaczyć co u Ciebie:-)))
Asia

na wsi pisze...

Wszystko przez ten Twój, Asiu wpis, że na reportaż o zimie jedziecie.No i tak mi się skojarzyło. Dzięki Wam pogrzebałam w starych notatkach i już wszystko wiem - Asia się zgadza, nazwisko też. A Wojtek to Włodek i nie Elbląg, a Bydgoszcz... Tak, to nie Wy :) Ale po fachu i owszem. Witam też cieplutko :) Ja z tym fachem mam tego bloga wspólnego, a w przyszłości pewnie książkę, choć na razie za dużo pomysłów na raz po głowie mi chodzi.