niedziela, 28 lipca 2013

Kolorowy most, łapanie lata i kulinarne reminiscencje.




Zastanawiacie się pewnie jak tam moja praca na kuchni ( celowo piszę "na", bo w slangu gastronomiczno-kucharskim tak się mówi:-))) ). Otóż moi drodzy "kicha". Pracowałam tam równy miesiąc. Najpierw po 10 godzin na dobę, potem po dwanaście, a pod koniec dochodziło do szesnastu godzin pracy na dobę. Myślałam sobie: restauracja wystartuje, unormujemy grafik, będziemy pracować " dwa na dwa" - damy radę! Bo da się pracować i po szesnaście godzin przez dwa dni, jeśli w perspektywie są dwa dni wolne. Schody zaczęły się dwa dni przed otwarciem. Dochodziła północ. Menu ustalone, produkcja na ten dzień zakończona, lista zakupów gotowa, kuchnia błyszczy czystością. My padamy na twarze i marzymy tylko o powrocie do domu i padnięciu. Właściciel zwołuje zebranie. Spodziewałam się podsumowania, może jakichś słów zachęty dla załogi po miesięcznej harówce, w przededniu otwarcia. O święta naiwności! Głównym tematem nocnej nasiadówki była informacja, że teraz będzie jeszcze gorzej, a właściciel zastrzega sobie prawo do przeszukiwania toreb i torebek przed wyjściem. Poczułam się jakby mi ktoś w pysk dał. Ale nic to. " Jest zmęczony, zestresowany, może nie będzie tak źle" - pomyślałam sobie. Zastrzegłam tylko, że do mojej torebki będzie mógł zajrzeć w wyłącznie w asyście policji, bo ja mu takiego prawa nie dam. O ustaleniu grafiku, podpisaniu jakiejś umowy - mowy nie było... Knajpa ruszyła. Goście dopisali. Tylko ludzi do pracy jakby mało. Na zmywak nie było nikogo. Efekt - po 14 godzinach w kuchni trzeba było jeszcze ogarnąć i zastawiony licznymi naczyniami zmywak. Do domu wróciłam po pierwszej w nocy. Następnego dnia tak samo. I następnego też. Szef poproszony o rozmowę na temat grafiku i umowy powiedział krótko: -  Nie mogę płacić tyle, na ile się umawialiśmy. Będzie mniej. - O ile? - pytam krótko - O tysiąc - A grafik? - Pracujemy w systemie dwa na jeden. Czyli dwa dni w pracy i jeden dzień wolny. Rzecz jasna bez weekendów, bo wtedy jest największy ruch. Była godzina 00.30. Noc ciemna i głucha, nastawienie do życia mało optymistyczne. Podziękowałam. Mogę pracować i pracy się nie boję. Ale pracować po 16 godzin na dobę przez cały czas nie dam rady! Tak więc wróciłam do pisania, cieszę się latem.  Jedyna korzyść z tego to ta, że jeszcze trochę podchudłam:-))) Litościwie nie napiszę jaka to knajpa bo mimo wszystko życzę im sukcesu. Polubiłam ludzi, z którymi pracowałam, bo to zdolne chłopaki są!
A teraz wracamy do tematów sielsko-wiejskich i ogrodowych. Na moście w Węzinie zmiany! Dostaliśmy dofinansowanie od Samorządu Województwa Warmińsko - Mazurskiego na projekt "Kolorowy Most." Efekt?  Kolorowa, radosna balustrada i dwa witacze!. Szczegóły na blogu "Dwóch Wsi:-))):

Dwie Wsie - Kolorowy Most

A w wolnych chwilach zachwyty nad letnim, ogrodowym szaleństwem. Byłyśmy z Przyjaciółką w ogrodzie różanym, w Parku Kajki w Elblągu. Róże już przekwitały, ale i tak było cudnie i oszałamiająco. Ja chcę tak u nas!  W Siedlisku!. Chociaż niewielki, różany ogród...
Bo na razie troszeczkę u nas dziko ( zwłaszcza, że przez miesiąc w domu tylko spałam... ). A zresztą - zobaczcie sami:

Dzikość serca, dzikość w ogrodzie...




Hyzop kwitnie...



Powojnik też...




A w różanym ogrodzie jest tak:




I tak: ( bo nie tylko róże tak kwitną )


W szczegółach:-)))




Moje ukochane liliowce...




Powojnik mojej Teściowej ( ta kobieta to ma rękę do kwiatów! )



Nasz "nowy" most:-)))



I na zakończenie nasz "maleńki" kotek, czyli 11-kilowy Filipek w ulubionej pozie:-)))






31 komentarzy:

Nika pisze...

Aniu, toz to jakis krotkowzroczny sadysta. Przy takim rytmie to mu pracownicy padna predzej czy pozniej i w koncu odbije sie to na jakosci ich pracy... Tez bym sie poczula, jakby mi ktos w pysk dal...
A ja wlasnie bylam wczoraj w malej wiejskiej knajpce z jedyna kucharko-kelnerko-wlascicielka. Kobitka pod 60, pelna energii i pomyslow i gotuje bosko. Pewnie tez zasuwa po 16 godzin na dobe, ale nie ma chociaz szefa ... nawet chyba napisze o niej wpis, bo takich ludzi bardzo szanuje za ich zapal i kreatywnosc. Gdyby miala te knajpe nad morzem a nie w wiosce w glebi "ladu" , to bylyby tam tlumy.. Choc i tu klientow nie brakowalo w sobotni wieczor...
Pozdrawiam i ciesze sie , ze "wrocilas"
Nika

Asia i Wojtek pisze...

Nika, zrób wpis koniecznie - uwielbiam czytać o takich ludziach i miejscach:-))) A co do pracy - wiesz, ja przecież też praktycznie pracuję od rana do wieczora. Ale inaczej jest kiedyś " sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem", a inaczej kiedy nad głową stoi ci średnio sympatyczny szef, i czujesz, że...ma ochotę po prostu cię oszukać. Ale naprawdę dużo przez ten miesiąc zyskałam. Nowe umiejętności, nowe dania ( bo dzieliliśmy się z chłopakami tym, co kto umie :-))), satysfakcję - bo odwaliliśmy kawał dobrej roboty a przede wszystkim przyjaźnie:-))) ( Jednakowoż raczej nie z szefem...)

Joasia pisze...

uj, co za smutna historyja :(

Kretowata pisze...

Nie wiem, jak tak można... Co chciał Ci znaleźć w tej torebce - główkę sałaty??? Sam niech się spakuje do jakiejś torby, wór jeden! Nie da rady z ta knajpą, pracownicy będą się zmieniać, a wtedy nic dobrego z tego nie wyjdzie. 16 godzin i jeszcze zmywak na koniec dnia??? A może tak szefunio sam b poszedł zmywać, skoro nikogo tam nie obsadził???
Z drugiej strony zapewne opłaty od personalu i tak zżerają mu przychody, a podatek i czynsz dobija po głowie - i koło się zamyka! A kobietka, która sama gotuje, podaje i zmywa też pewnie by się z innych zasad zatrudniania ludzi ucieszyła! Ale o czym my tu mówimy??? Przecież mamy zieloną wyspę;)
Bardzo to bolesne, że po takiej ilości pracy tak się to zakończyło. Muszę kiedyś zrobić wpis ze wspomnień z zagranicznego kucharzenia G. - tam to dopiero się pracuje;) Było ich w kuchni dwóch - dawali radę sali na 140 osób, która co wieczór była pełna;) I żadnego stresu, i zadowolony szef, który sam podchodził do klientów;) Ale to nie u nas, nie u nas;)

Nika pisze...

Asiu, wpis o Pani Agnés wlasnie opublikowalam
:)
http://notatkiniki.blogspot.fr/2013/07/terrats-bistrot-gourmand-pani-agnieszki.html

Wracajac do mego komentarza, to uwazam ze dla siebie i z samego siebie mozna harowac od rana do nocy i satysfakcja jest inna. Natomiast gdy sprzedajesz swoj czas i sily komus obcemu, to uklad i kontrakt musi byc fair play. Ale najwazniejsze to z kazdego doswiadczenia wyciagnac pozytywne wnioski i z twej odpowiedzi widze, ze tak wlasnie do tego podchodzisz,czego gratuluje, bo o ilez prosciej byloby tylko narzekac i pomstowac :))
Pa ! musze juz jechać. Komu czas temu TGV na droge , a ja jeszcze dwa tygodnie pracuje do urlopu
Nika

GAJA pisze...

Ooo, takim wielkie "NIE". Do torebki, coś takiego!

Inkwizycja pisze...

Czyli powinnam się cieszyć, że mój szef nam torebek nie kontroluje? Bo jeśli chodzi o doginanie po 16 h, bez premii i jasnych zasad, to miałam przez ostatni miesiąc podobnie. Ale wylądowałam w szpitalu i się skończyło. Teraz pracuję od 8 do 16 ;)
A wyobraź sobie, że bardziej mi się Twój busz i dzikość podoba, niż wychuchane ogrody różane ;-)) Może teraz, skoro znowu sama jesteś sobie szefem, będziesz mieć więcej czasu dla swojego ogrodu?
Ściskam czule;)

Ataboh pisze...

O widzę, że nie tylko ja mam taki ogród :)))
A co do pracy... chyba nam takie własnie czasy nastały.
Dobrze, że widzisz pozytywy sytuacji.

bozenas pisze...

Asiu:)a nie myślałaś żeby samej otworzyć coś takiego jak np podała Nika:)))bo praca u takiego szefa nie prowadzi do niczego dobrego:))

Asia i Wojtek pisze...

Bozenas, a wiesz jaka kwota jest potrzebna, żeby otworzyć restauracyjkę? Ja wiem. Na razie nie mam...:-)))I nie wiem, czy bym chciała. Miałam już knajpkę w Trójmieście, a nawet dwie...Bardziej chciałabym otworzyć agroturystykę i szkołę gotowania w Siedlisku! A na razie jest jak jest.
A.

Jasna8 pisze...

Strasznie mądry ten "szef"...
Pewnie chciałby ,żeby ludzie za darmo pracowali...
Głaski dla Filipka :-)

ilona lisiecka pisze...

Aśka , wiem , że miałaś duży zapał do tej pracy , a tu czytam , że istny wyzysk , no nie tak nie można , też miałam kiedyś taką robotę , że szef torebki przeglądał , dobrze że nie grzebał nam w stanikach w poszukiwaniu szpulki nici ....najlepsze jest to , ze tego mojego byłego szefa , znałam z podstawówki , bo młodszy był ode mnie i pamiętam , że zawsze jako dzieciak , chodził zasmarkany ..o tak , a potem mamusia go w firmie swojej zatrudniła i pańsko się zrobił całą gębą , teraz ponoć jest radnym :))))
Buziaki ślę :)
Ilona

ZłotyKot pisze...

Przenormalność polska dobijająca.
Ale masz piękne malwy. Mi nie wyrosła ani jedna :( a Twój ogród śliczny ,ja nie lubię tych " poukładanych" hehe pewnie dlatego ,że mój zawsze będzie niepoukładany.

Kamphora EcoGypsy pisze...

Takie wątpliwe przyjemności, jak praca ponad godziny bez dodatkowego wynagrodzenia znam dobrze, ale z Anglii...

Kwiaty przepiękne!

pozdrawiam

Go i Rado Barłowscy pisze...

PO takiej harówce będzie lato smakowało jeszcze bardziej soczyście! Jesteś po jasnej stronie, carpe diem!

Uściski

bozenas pisze...

Wiem Asiu,że na każdą swoją działalność trzeba kasy:)moje dziecko chciało sklep i właśnie otwarło:)dzięki dotacji z bezrobocia:)trochę to trwało,bo od pomysłu do otwarcia minęło prawie pięć miesięcy,dzięki urzędom:)wszędzie na decyzję trzeba czekać,czasem dwa tygodnie,ale się udało:)otwarcie przeszło wszelkie oczekiwania:)oby tak dalej:))masz pomysł ,a to już jest połowa sukcesu:)))

Anka Wrocławianka pisze...

11 kilowy?? Toż to tygrys nie kot! :)
Nóż się w kieszeni otwiera na sposób traktowania was przez tego szefa. Jestem wzburzona. Dobrze zrobiłaś. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A cóż za krwiopijca się trafił, odwaliłaś czarną robotę, a jak wszystko ruszyło, wycofał się łajdak z ustaleń; znowu pochudłaś? zakładka do książki z Ciebie zostanie, jak staniesz bokiem, to nikt Cię nie zauważy; wypocznij, pojedz sobie, łapsnij jeszcze trochę lata; pozdrowienia serdeczne ślę.

Mnemosyne pisze...

Jak nie jest tak, że nie ma się, co do garnka włożyć to nie należy się pozwolić tak traktować. Dobrze zrobiłaś, nich sobie sam ten szef gotuje, zmywa i gości obsługuje. Wiesz oni się tacy bezczelni zrobili, chcieliby, żeby ludzie za darmo pracowali najlepiej po 16 godzin. I na takiego nie szkoda do PIP donieść, będzie tak żerował i żerował na ludziach. Z takimi zasadami nie zbuduje sobie załogi, a goście wracają do knajp nie tylko do dobrego jedzenia ale często do miłej, znanej sobie obsługi.
A Twoj ogród ładniejszy niż te wypucowane alejki:))

Kalina pisze...

Zajrzałam pierwszy raz i już widzę, że będę tu zaglądać i nadrabiać zaległości. Pięknie :) A kocisko przypomina mojego Tostera nieodżałowanego, taki sam rudy grubas...

Mika pisze...

Asiu, pozdrawiam ciepło i serdecznie. Niestety, takich przypadków jak twój były szef, jest dużo więcej, co gorsza, zaczyna się to niestety robić normą, zwłaszcza na terenach, gdzie ciężko o pracę. Mam kilkoro znajomych, którzy pracują w sklepach lub knajpach , jak słucham ich opowieści, to się nóż w kieszeni otwiera. Kompletny brak poszanowania dla ludzi, ich czasu, rodzin. Szef to pan i władca i może dysponować swoimi pracownikami 24 godziny na dobę. A nie podoba się - to wolna droga, dziesięciu czeka na to miejsce. Bardzo to jest przykre. Ale to jest racja, że w nowej knajpie to tak długo nie pociągnie, bo dla ludzi atmosfera też się liczy.
Mnie też bardziej się ten dziki ogród podoba... A kocio rozkoszny.

Koza pisze...

Asiu mnie i tak najbardziej podoba się Twój ogród z malwami. Uwielbiam takie nie uładzone i wcale nie śpieszno mi by było go porządkować.

A co do pracy to bardzo mi przykro że tak się to skończyło. Niestety w takim kraju żyjemy i bardzo często się zdarzają niezbyt uczciwi pracodawcy.
Mam nadzieję że złe wspomnienia się powoli zacierają, no i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;)
Pozdrawiam serdecznie

Riannon pisze...

Dołączę swoje akapity zgrozy, co do szefa. Niestety, nie raz już się przekonałam (na przykładach innych, bo ja zawsze sama sobie szefem jestem), że w Polsce nie szanuje się cudzej pracy. Jako, że sama zamierzam w swojej następnej agroturystyce prowadzić kuchnię (czasem pewnie kogoś zatrudnić, jak będzie większe obłożenie) to teraz oglądam wszystkie programy z M.Gessler, mimo że za nią nie przepadam, oraz zbieram właśnie doświadczenia takich osób, jak Ty- oszukanych i wycyckanych przez nieuczciwych pracodawców. Wniosek z tego wszystkiego mam taki, że dziadowanie, zarówno na produktach, jak i na źle opłacanych pracownikach po prostu się nie opłaca i prędzej czy później dojdzie do katastrofy. Lepiej mieć mniejszy zysk i mieć dobrą lojalną ekipę i świetnie prosperującą restaurację, niż z powodu dziadowania zostać z niczym. Nie rozumiem, dlaczego do niektórych to nie dociera :-(

Podoba mi się Twój ogród, bo sama nie ogarniam swojego i zrobił mi się w wielu rejonach mocno naturalistyczny :-) Jeszcze mi "rzeka" przepłynęła przez część ogrodu 2 dni temu podczas nawałnicy :-)

Nasza Polana pisze...

Witaj, dawno nie pisałam ale zaglądam w miarę systematycznie. Teraz się odzywam bowiem temat gastronomii jest mi bliski od lat. Pracowałam w tej branży lat parę tyle że nie "na kuchni" a "na sali". Dawniej bywało lepiej ale od początku XXI wieku :-) coś się jakby popsuło i gastronomia jest chyba już wszędzie miejscem totalnego wyzysku. Można o tym książki pisać i niestety czy to Warszawa czy to mała mieścina wyzysk trwa i rozwija się. Tutaj, czyli w Niemczech nie jest wcale lepiej. Ja też przez 2 miesiące pracowałam po 13-14h na dobę, mając tylko wolną niedzielę. Zero czasu dla siebie ani na regenerację sił. Popieram Twoją rezygnację i życzę abyś nie miała więcej takich doświadczeń. Dobrego dnia :-)

Olga Jawor pisze...

Niech ten szef wyzyskiwacz żałuje, że w Twej osobie stracił tak ofiarnego i zaangazowanego pracownika. Nie docenił tego, co ma, nie potrafił uszanować człowieka. Nie sądzę by reszta pracowników długo dała radę życ w narzuconym przez niego kieracie.A bez dobrej załogi restauracja splajtuje albo zejdzie na psy i straci klientów.
Trzymam kciuki by reszta lata dała Ci odpoczynek po tej harówce oraz wiele dobrych dni!:-))

Joanna pisze...

ja pimpolę... szok !!!
u mnie też zmiany i też teraz jestem na wypowiedzeniu... bez świadczenia pracy...
ech... zycie

dompodsosnami pisze...

Żądanie grzebania w torebkach jest po prostu wymuszeniem, to przestępstwo, jeśli rewiduje się kogokolwiek nie mając ku temu uprawnień i nakazu prokuratora.
Absolutnie oburzające i niebywałe...
Może teraz mogłabyś przyjechać do Ogrodu Róż...? Masz troszkę czasu... może... :)))))

Sarenzir pisze...

O mamo, jak mi przykro z powodu pracy- nie samej utraty- bo to dobra decyzja była żeby panu pokazać środkowy palec, ale atmosfery która to spowodowała... Mam wrażenie że tak zwani biznesmeni w naszym kraju za miarę bycia dobrym menadżerem przyjmują liczbę osób którą uda się im wyciulać i oszukać... im więcej tym lepszy biznesmen, a jak interes padnie, to przecież nie jego wina, tylko tej hołoty - pracowników a on pójdzie szefować gdzie indziej... Niestety świat nie jest taki czarno biały i znam również sytuacje w drugą stronę...jak szef był super w porządku to go do ostatnie koszuli chcieli obedrzeć... taki kraj taki naród? straszne to ...

Sarenzir pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
agea pisze...

ojej, z takim podejściem szefa nie wróżę mu na przyszłość niczego dobrego...
a zdjęcia roślinno-ogrodowe...uspokajają:)

Ica pisze...

Jak opisałaś pracę, pomyślałam o sezonie, bo rzeczywiście u nas jest tak samo, mało ludzi do pracy no i wiadomo pracuje się po te 12-15 godzin dziennie non stop.
Jednak różnica jest między pracą sezonową, a stałą! Wcale się nie dziwię Twojej decyzji...
Nie wiedziałam, że w Parku Kajki jest tak pięknie! :)
P.S. Koniecznie muszę się wybrać tam do Was... pięknie macie na wsi! :)
Pozdrawiam,
Ilona