środa, 7 stycznia 2009

7 styczeń - środa

Plan

dzień jak co dzień. Asia zadeklarowała że to ona odwiezie Ewę do szkoły, potem odbiór naprawionego dekodera, zmiana umowy w Plusie, wydrukowanie zdjęć dla sąsiada i takie tam.

Rzeczywistość

Jeszcze przez sen podświadomość odbierała sygnały z zewnątrz i niestety, jak to potem się okazało, błędnie zinterpretowała je jako odwilż. To co miało być kapiącymi kropelkami wody okazało się zacinającym gniewnie grysikiem śniegu.
Ze snu wyrwało mnie :
- O Matko Boska ! Zobacz jaka mamy temperaturę w pokoju !
Okazało się , że mamy 5 st C. Co jak co, ale to jest rekord. Zaczęło się od 20 st C , potem z niechęcią uznaliśmy że i w temperaturze 18 st. C da się przeżyć. A potem już poszłooooo. Nie obroniliśmy 15 st. C - co więcej uznaliśmy że da się wytrzymać, że to nawet zdrowo, że hartuje. Jednak od 2 dni z najwyższym trudem broniliśmy 10 st. C. Całe szczęście , że reszta domu jest ciepła. Ciocia i Ewa smażą się w 17 – 20 st C.
Cóż, nie pozostało nic innego jak pośpiesznie wciągnąć kilka warstw ubrań i iść po węgiel do stodoły.
-A może, skoro już jesteś ubrany, to ty pojechałbyś z Ewą?
Pojechałem. Ale nie dalej niż 500 metrów. Tyle wystarczyło żeby zakopać się prawie po klamki w śniegu. Cóż było robić - przyszło wrócić do domu po łopatę ( od dzisiaj będzie stałym wyposażeniem auta). Łatwo się pisze „ wrócić do domu po łopatę” . W sumie kilometr w zimnym, porywistym wietrze zapadając się co krok powyżej kolan, a co kilkanaście metrów po pas. Jedyna korzyść, że Ewa tym spacerem za jednym zamachem odbębniła kilka opuszczonych zajęć W-F u w szkole. Po powrocie do auta okazało się, że wiatr nawiał kolejne 20 cm śniegu. Jeszcze kilka godzin i jeepa trzeba by było szukać tak jak ofiar lawin w górach. Po trzech godzinach szuflowania śniegu pojawiła się perspektywa odkopania auta w ciągu następnych 2 godzin. Niestety, Asia odebrała mi satysfakcję z samodzielnego wydobycia się z opresji, załatwiając w gminie traktor z pługiem. Problem jedynie w tym, że Pan Odśnieżacz nie jest w stanie zorientować się gdzie jest nasza Droga Gminna.
- Musisz iść na mostek we wsi i ON tam będzie czekał.
No to idę. Kolejne 800 metrów ... tak, tak : „w zimnym , porywistym wietrze zapadając się co krok powyżej kolan a co kilkanaście metrów po pas”. Pana Odśnieżacza niestety na mostku nie było i trzeba było czekać na niego godzinę. Gdyby nie piiip mróz, piiip śnieg i piiip wiatr byłoby nawet, piiiip, romantycznie.
W końcu przyjechał. Dalej poszło jak z płatka. Odkopaliśmy jeepa, uczyniliśmy Drogę Gminną względnie przejezdną. Pan Odśnieżacz potwierdził nasze głębokie przekonanie, że mamy najgorszą drogę gminną w gminie. Następnym razem jak będzie u nas odśnieżał poprosimy żeby dał nam to na piśmie.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Witaj Wojtku!
Czytając o Waszych zimowych perypetiach dochodzę do wniosku,że brakuje Wam, po pierwsze lasu wokoło a po drugie, po prostu konia.kiedy u nas śnieżno { ostatnio nawet bez samochodu bo przed świętami ktoś w nas wjechał i dzisiaj dopiero pojazd odebrano z warsztatu.}Janek wsiada na Fuksa i galopuje do tzw.wiejskiej spółdzielni.Zakupy w plecak i do domu.Wczoraj to nawet do miasta na pocztę wybrał się konno.Natomiast las osłania nas przed zawiejami i zamieciami jednocześnie dostarczając nam różnych atrakcji w postaci zwierzyny prawie pod oknami.Zima szybko odejdzie a pozostałe pory roku z nawiązką zrekompensują trudy zimy która i tak jest piękna.
Mieszkańcy Jaśkowej Polany życzą Wam jak najmniej zawianych dróg i ciepła w izbach i sercach.BYLE DO WIOSNY

wojtek pisze...

fakt, żuławy to specyficzna kraina. Sam jestem leśnym człowiekiem ale polubiłem te przestrzenie, te zachody słońca, tę perspektywę.

domowa kurka pisze...

zima na wsi jest wyzwaniem....nas odśnieżają odkąd zamieszkała naszej wsi osoba publiczna, ale i tak nie zawsze w 100% procentach, duje wam wiatr w domu??? bo u nas duje- takie: iiijjjuuuu!!!! nasze początki to szlafmyce, śnieg na kołdrach!!! ale to juz historia i z roku na rok było lepiej, czego i wam życzę...a na razie wytrwałłości...

Joanna pisze...

U nas wiatr nie śpiewa. Dzisiaj jest cudnie - w nocy napadał świeży śnieg, niebo błękitne, słońce świeci, a droga - marzenie... W nocy, godzina 00.15 w zdumienie wprawił nas Pan Odśnieżacz, który przemknął naszą drogą jak duch. Świtem też przejechał i droga lepsz niż latem. Kocham Pana Ziębę od dróg gminnych!
Asia

kasiexa pisze...

witaj Wojtku, znalazłam się u Ciebie dzięki Tess, wiem coś na temat zimy na wsi, mieszkam w Beskidzie wyspowym i mam pod górkę do domu.Dobrym pomysłem jest powbijanie wzdłuż drogi wysokich palików lekko fosforyzujących, tutaj tak się robi.Jednak warto pomęczyć się w zimie dla uroków lata na odludziu:)

ma.ol.su pisze...

No, cóż: czyta się z uśmiechem wprawdzie, ale 'ja dziękuję', bo zdaje się, że u Was zima od października do maja?