środa, 17 lutego 2010

Święto wszystkich kotów




Z okazji Światowego Dnia Kota dzisiaj będzie baaardzo po kociemu. Jeśli chodzi o miłość do kociego gatunku jestem – jakby to powiedzieć – obciążona dziedzicznie. Wielkim kociolubem był mój dziadek. Chłopisko na schwał – blisko 190 cm wzrostu, postury potężnej i równie wielkiego serca. Czarny Bob codziennie odprowadzał Go do pracy, a kocięta domowej Puni lubił wkładać sobie za koszulę. Widok kociej główki pojawiajacej się nagle z rękawa dziadkowej, kraciastej koszuli to jedno z najwcześniejszych wspomnień mojego dzieciństwa. Nie dziwi więc chyba fakt, że koty są w moim ( naszym ) życiu bardzo ważne. Wojtek co prawda od czasu do czasu zgłasza nieśmiałe votum separatum, ale zostaje bezwarunkowo przegłosowany przez resztę rodziny. W efekcie mieszka z nami na stałe kotów dziesięć, a czasami ich liczba znacząco się powiększa o kocie znajdki, małe kuleczki nieszczęścia, które trzeba do życia przywrócić i znaleźć im naprawdę dobre domy. Przyznam się, że przez nasz dom przewinęła się już ponad setka kotów różnego wieku, barwy i autoramentu. ( Po setnym przestałam już liczyć...) W swej dobroci oszczędzę Wam oglądania zdjęć i czytania historii wszystkich naszych tymczasików. Muszę jednak choć wspomnieć o tych, które na zawsze zostaną w naszych sercach i pamięci. Do dziś potrafię łezkę uronić oglądając zdjęcia Burmskiej. Była to kicia znaleziona przez nas pod silnikiem samochodu sąsiada w Gdańsku – Wrzeszczu. Czarna, wyliniała, zapchlona. Prawdziwe kocie nieszczęście. Po kilku dniach do złudzenia zaczęła przypominać kocię rasy burmskiej. Moja trójkolorowa Jo, która z natury jest tzw. purchawką i za maluchami nie przepada w tym przypadku zapałała do małej iście macierzyńskim uczuciem. Myła ją, tuliła, spały razem. Po prostu została przybraną mamusią. Pozostałe kocie cioteczki również zaakceptowały maleństwo i tak Ciotka Ziuta uczyła Burmską bawić się papierkiem, a Ciocia Nora wdrapywać się na rozmaite zwyżki. Gdy przyszedł czas rozstania płakałyśmy obie z Ewą. Wiemy, że nasza wychowanka ma świetny dom. Mieszka w Warszawie z fantastyczną rodziną, ale gdy spojrzeć na zdjęcie przytulonych kotów – wzruszenie nas ściska i tęskno się robi ogromnie. Równie mocno zapadły nam w serce Sznurki, których historię opisał Ryś na swoim blogu. To było prawdziwe wyzwanie. Wykarmiłyśmy kocięta, który miały zaledwie tydzień, gdy do nas trafiły, a zdjęcie Juniora z flachą w pyszczku nadal nas rozczula. Był jeszcze Agatek – wielka miłość Ewy, który zamieszkał u pewnej miłej pani w Lęborku, był Guć podrzucony nam na wychowanie przez naszego weterynarza, był Kropek uratowany cudem, z lekko zamglonym oczkiem, o cudownie ufnym i rozmruczanym charakterze, w którym od pierwszego spojrzenia zakochała się pewna pani z Gdańska. Każdy z naszych kotów był inny i każdy cudowny. Z nami zostały na dobre i na złe te:

Mój Ryszard - kot piszący własnego bloga o wszystkich sprawach nurtujacych koty.

Ciocia Jo, która na wsi z piecucha przeistoczyła się w łowczynię!

Tu ze swoją przybraną córeczką Burmską

Tosia oswajała się niemal pół roku. Gdy w końcu przyszła i sama położyła mi się na kolanach mrucząc rozgłośnie - byłam jak to się mówi ugotowana. I tak Tosia została z nami...

Ziutka wygrzewająca swoją szczupłą osobę na dekoderze ( ulubione miejsce! )

A tutaj Ziutka z Norką - papużki nierozłączki!


A to już osobiste koty mojej Mamy ( mówiłam, że jestem dziedzicznie obciążona!) Rudy "mutant" to Filip. Waży 11 kilo i zapewniam, że każdy kilogram to mięśnie. Filipek uważa, że nadal jest małym kotkiem... Mama znalazła go, gdy był maleńką, pomarańczową kuleczką. Jak wszystkie podwórkowe kociaki wymagał leczenia, miał przepuklinę, odgryziony kawałek ogonka. Ogólnie dramat. Teraz jak widać kot nad koty!
Julian - przezabawny kot w kropki jest rodzonym bratem naszej czarnej Norki. Charaktery mają tipez-topez takie same. Oboje to spokojni melancholicy.

Tu Filip w całej okazałości:

Najstarsza z maminych dziewczynek - Agatka. Uratowana przez naszego weterynarza. Jest niezwykle spokojną, cichutką i przymilną kotką.

Druga kotka Mamy - Zuza. Ona dla odmiany to charrrakterrrek. Jak wszystkie trikolorki, zresztą!

I najmłodsza z domowych panienek - Bazylia. Jej historię również szczegółowo opisał w Pamiętniku Burego Kota Ryś. Dość powiedzieć, że Bazylia była naszym " dzieckiem małym, doskonałym..."

I w dzieciństwie:


I jeszcze Was pokatuję.
Norka II - nie jest to nasza Nora. Trafiła do nas z Gdańska, z wrzeszczańskiego podwórka razem z rodzeństwem.Wszystkie po odchowaniu i opanowaniu kociej etykiety znalazły swoje rodzinki w Elblągu.

Jej braciszek Agat - ulubieniec naszej Ewy.

I na koniec dwa z zeszłorocznych naszych słoneczek:
Guć oraz Majeczka ( obydwa podrzucone nam na wychowanie przez zaprzyjaźnionego weterynarza.) Czyż to nie jest sama słodycz?
Guć

Maja


A wszystkie kocie historie kocioluby znajdą TUTAJ

26 komentarzy:

MariaPar pisze...

"Rozwaliła " Mnie Ziuta na dekoderze :-))

savannah pisze...

To rzeczywiscie sama slodycz :) Ujecia fantastyczne, szczegolnie te tych mlodych kociat, pozdrawiam -savannah

Di pisze...

sama słodycz i na końcu mały wampirek :)

doro pisze...

Jestem absolutnie zachwycona jako kociaro-psiara, u mnie zawsze zestaw obowiązkowy - 3-4 koty i 2 psy, z małą rotacją ;)
pozdrawiam serdecznie! Świetny tekst i zdjęcia. Proszę o jeszcze ;DDD

Piotr pisze...

Pewne doświadczenie z Kotami mam już za sobą..ogólnie rzecz ujmując lubię Koteczki ale jakoś one tej miłości nie odzwierciedlają...i tu muszę przytoczyć opowieść o małej biało-czarnej Kocicy...tak ok. 8-9 m-cy...to był drugi już kot, który został mi się po córce...adoptowany.
Uczyłem ją wychodzić na dwór..otwierałem okno a Ona znikała na kilka godzin. Zawsze wracała...do czasu!
I co ja miałem powiedzieć córce?
Zadzwoniłem i między wierszami powiedziałem, że kocisko wyszło i do domu jeszcze nie wróciło...
- Tato, Ona uciekła tak?
- No można tak powiedzieć Kochanie...
- Tato to straszne! Trzeba coś zrobić! Dzwoń na policje! Niech oni jej szukają...
- ...
I to był ostatni kot w mojej historii... nie mam jakoś do nich ręki. Z drugiej strony miałem zbyt mało miejsca w mieszkaniu, żeby je trzymać w zamknięciu.
Teraz to się z zmieni...
Zdjęcia super!

Asia i Wojtek pisze...

Piotrze, prawie się herbatą oblałam czytając Twój komentarz! Mogę sprzedać dalej? I z okazji Dnia Kota życzę Ci prawdziwego, kociego przyjaciela.

ann007 pisze...

A ja myślałam, że jak my mamy trzecieugo kota mieszkając od trzecha lat na wsi to niemało... Obecny - Alberto - ten od kocich sesji - to kot wzięty na zastępstwo pierwszego rudasa, przywiezionego z wakacji znad morza. Wpadł pod samochód, niestety. Do Alberta dobraliśmy sobie jeszcze w zeszłym roku Mamrota - w czerwcu zniknął (pod samochód nie wpadł, bo szosę mamy jedną - Latwo sprawdzić. Podejrzewam konflikt z jakimś latającym drapieżnikiem - lata tu ich dużo naprawdę dużych. Ino Alberto nam się ostał... a ja koty uwielbiam, o wiele bardziej niż psy - które zresztą też lubię :)
A kociaki macie świetne. I one tak się razem dogadują...?

Asia i Wojtek pisze...

Ania, nasze koty tłuką się czasem aż kłaki fruwają. W miarę zgodnie żyje moja piątka. W miarę, bo też czasami są jazdy. Bazylia rezyduje w pokoju Cioci. Na dwór wychodzi ciocinym oknem i na terytorium moich potworków raczej nie wchodzi. Koty Mamy na razie są w maminej części domu - zaczną wychodzić pomału na wiosne, bo Mama mieszka u nas od niedawna. a jak zaczną to dopiero będę miała o czym pisać...

Penelopa pisze...

Witajcie :)
...no, muszę przyznać, że całkiem miło te Twoje katowania przeżyłam.
Kociaki -słodziaki.
A z całego bloga emanuje miły spokój.
Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Nie wszystkie zdjęcia mi się otworzyły, zajrzę jeszcze jutro, ale te które zobaczyłam - WSPANIAŁE !

siedlisko pisze...

Ojej, Tess ! One są wspaniałe ! masz tyle szczęścia dookoła :))) Serdecznie pozdrawiam !

doro pisze...

Jest u mnie na blogu dedykacja dla Was:)
http://doro-maketeanotlove.blogspot.com/

Annasza pisze...

Piękne, słodkie i wspaniałe! U nas w domu chwilowo są tylko trzy koty, ale na wiosnę pewnie znów się to zmieni, zawsze wiosną przybywają małe kociaki :))) A dom bez kota to dla mnie jest jak dom bez okien, amen! :))) Również obciążona dziedzicznie ;)) Ania.

alizee pisze...

Cudne!!!!! Koty są po prostu cudne. Nie wyobrażam sobie życia bez kota/kotów w domu. Niedawno odszedł mój Najcudowniejszy Kot na Ziemi. Po prawie 17 latach wspólnej wędrówki, został mi na szczęście drugi, ale brakuje mi dwóch futerek w domu....

Pozdrawiam serdecznie

Asia i Wojtek pisze...

Doro, pięknie dziękujemy za dedykację!
Alizee - jakbyś przypadkiem miała zapotrzebowanie na drugie futerko - daj znać. Pewnie zauważyłaś, że u nas często są małe kotki. Teraz nasza przyjaciółka miszkająca w środkowej Polsce poszukuje domu dla maluszka. Cudny burasek.

Elliza pisze...

Lubie Koty, zawsze bylo ich sporo w domu rodzicow, teraz mam kotke Piciurke zyjemy sobie razem juz 13 lat. To ona nas wychowala wedlug siebie.
:)

Asia i Wojtek pisze...

Ellizo - to Twoja kotka jest w wieku naszej Joleczki dokładnie! Poprosimy wygłaskać od nas.

markos pisze...

No piękne koty na dzień kota A ile ich jest bo przy piątym zacząłem się gubić
Marek

malinowe-ogrody pisze...

wspaniałe!...uwielbiam koty..są fantastyczne..mój jest lekiem na całe zło...:))z przyjemnością obejrzałam zdjęcia..:))

Elliza pisze...

Asia i Wojtek, wyglaskalam koteczke, i ja i ona dziekujemy i caly czas glaskam wlasnie bo razem dociagamy pepki w lozeczku. Ona na stare lata zrobila sie bardzo wokalna, mialka, mialczy, basuje a czasem odnosze wrazenie ze juz szczekac zaczyna. Zglupiec mozna, no bo nie wiem o co ...

margot pisze...

koty to najpiękniejsze zwierzęta świata , tak twierdzę i nawet na stosie bym tego nie odwołała
Ja w mieszkanku9 bo maleńkie) mam trzy w tym dwa butelkowce a raczej jedna butelkowiec , a jedna strzykowiec na siłę karmiony , bo był taka chora,malusia (,miały mniej niż dwa tygodnie jak je znalazł siostrzeniec -kochany dzieciak teraz ma 190 cm wzrostu)zespół złego wchłaniania i jeszcze kolka nieszczęść , teraz to samo szczęście tyle ,że jest strasznie grubiutka
ale też dwa razy bardzo przezywałam , bo nie dało się uratować mojej kochanej Mikuski-zapchały się jej jelita , operacja , tydzień walki i Mikusia poddała się :( i Krecik , maleńki ślepy kociak z piwnicy , miał wrodzony koci katar który go pokonał , choć myśleliśmy ,że już dał radę wygrać :( Odszedł za tęczowy most na mojej dłoni

Sarenzir pisze...

Uwielbiam koty , to cudowne stworzenia , jak już zamieszkam w moim wymarzonym domku, jego progi będą dla nich otwarte na oścież :)

domowa kurka pisze...

dobrzy ludzie są uzależnieni od kotów...pozdrawiam serdecznie całą kocia , ludzką i psią menażerię....

dziqa pisze...

Jejku jakie śliczne kociaki! też mam śliczną kotkę, która urodziła dwa kociaki.Były bardzo słabe i je odrzuciła.Kotka była młoda i nie miała czym karmić, więc zajęłam się nimi.Niestety po kilku dniach jeden kociak umarł a drugi po dwoch tygodniach nagle dostał drgawki i również odszedł.Były takie śliczne, maltkie.rRobiłam wszystko co mogłam, ale niestety nie uadło się.Kocham wszystkie zwierzęta! Gratuluję tak wspanaiłych kociaków!
Pozdrawiam

pod sosnami pisze...

Oooo, domowo tu i przyjemnie, zwłaszcza, że koteńki są.
U mnie też dwa futra w domu, szczęścia moje ukochane. ;)
Mieszkamy wielopokoleniowo, więc na więcej mi nie pozwolą... :(
Jakoś tak... przyjemnie tu bardzo u Ciebie, Tess!

Espresso pisze...

Przesłodkie kotki! :D