czwartek, 13 września 2012

Dożynkowe Święto






Dawno nie pisałam, ale doprawdy byłam usprawiedliwiona. Całkowicie bowiem pochłonęły nas prace przy przygotowywaniu Dożynek. A przede wszystkim przy remoncie naszej kaplicy - świetlicy. Jak wiecie pomieszczenie było w dramatycznym stanie, a przecież to u nas miała odbyć się uroczysta Msza Dożynkowa! Najpierw zbierałyśmy pieniądze. Wsparli nas sponsorzy z okolicznych ( i mniej okolicznych) firm, dołożyli się mieszkańcy, a wpłacali wszyscy - jak jeden mąż i jedna żona:-))). Koniec końców udało się uzbierać na nowe okna, bo w starych nie dość, że było gniazdo mrówek, to jeszcze strach było się dotknąć, bo mogły powypadać... Udało się też uzbierać na materiały budowlane, choć jeden ze sponsorów w nieelegancki sposób wystawił nas do wiatru. Dość powiedzieć, że w kaplicy spędziłam niemal w całości ostatnie trzy tygodnie. Od rana do wieczora, z przerwami na dopieszczanie przetworów przygotowywanych przez Ciocię, robienie sera i pracę zawodową, którą zaniedbałam przez ten czas okrutnie. Bez Cioci niechybnie bym zginęła... Wieczorami padałam bez sił na łóżko i zasypiałam kamiennym snem. Ostatni tydzień to już było prawdziwe szaleństwo. Bo ściany schły powoli, farba nie chciała się gdzieniegdzie trzymać, a tynkować trzeba było kilkakrotnie. A tu jeszcze czekało nas robienie wieńca, ozdabianie kaplicy, zbieranie kwiatów do bukietów i pieczenie chleba, bo Pani Wójt właśnie mnie powierzyła to zaszczytne zadanie. I w ten sposób na moje pierwsze dożynki upiekłam bochen domowego chleba. A właściwie trzy bochny. Jeden - na ołtarz, drugi - dla księdza proboszcza, a trzeci do naszego wieńca. W piątek, przed dożynkami, z pracy, z Poznania przyjechał Wojtek i od razu został wciągnięty w wir przygotowań. I powiem Wam, że dożynki udały się niesamowicie! Było zdumienie i zachwyt księdza proboszcza, który nic nie wiedział o remoncie, byli goście, były wieńce, przed kaplicą czekały pięknie przyozdobione bryczki zaprzęgnięte w konie z pobliskiej stadniny w Rzecznej i od naszych gospodarzy. A na festynie dożynkowym też atrakcji było co niemiara. Nasz wieniec - jakby nie było zbiorowy debiut zajął trzecie miejsce, szaszłyki i ciasta przygotowane na stoisko Stowarzyszenia robiły furorę, a my bawiliśmy się doskonale. Imprezę można więc uznać za udaną! A co działo się w tym czasie w Siedlisku - o tym następnym razem:-)))

Prace remontowe:


Zbieramy zielone...


Wiła wianki i wrzucała je do falującej wody... Nie, nie wrzucała, ale wiła z pewnością:-)))




Podczas mszy:

Ciocia czyta:-)))


Niesiemy z Jadzią kosz z darami


O ten, a w koszu plony z Siedliska pod Lipami oraz z ogrodów Sąsiadek:-)))


Moja duma. Piękny, duży i okrągły...



Przed kaplicą:



Na festynie



A więcej zdjęć na stronie Stowarzyszenia "Dwie Wsie"







19 komentarzy:

Ilona.. pisze...

Dawno rzeczywiście Cię nie było , dożynki widać się udały tylko sobie myślę jak przed Księdzem Proboszczem udało się zachować w tajemnicy remont kaplicy? :)
Ps. dzięki Asiu za linka dotyczącego karmienia Samiego super strona:)
Pozdrawiam Cię serdecznie i odpoczywaj Ilona

Jesien pisze...

Asiu ...Ty pracusiu !!! Podjęłaś się ogromu pracy i tak wszystko pięknie się udało ..ale wielkim wysiłkiem Twoim i wszystkich których zaangażowałaś do tego wielkiego remontu. Gratuluje udanych Dożynek ...wszystko było piękne ...a Ty taka promienna ...Asiu Jesteś Wielka !!!!

AnkaSkakanka pisze...

Nigdy nie byłam na dożynkach i widzę że wszystkie obchodzone są z pompą. Angażują się wszyscy, jak opisujesz. Zapewne impreza ta jednoczy ludzi na wsi, co? Śliczny ten wieniec. Pozrdrawiam

ciche marzenia...ciii... pisze...

oj się działo :), super , kilkanaście lat temu bywałam na dożynkach u babci co rok, aż zatęskniłam za tymi czasami , później po dożynkach odbywała się huczna zabawa hihihi, pozdrawiam

Asia i Wojtek pisze...

Zabawa była faktycznie huczna, ale my po 23-ciej wymiękliśmy - Wojtek rano, o 5-tej wyjeżdżał do pracy...

Jasna8 pisze...

Ależ dużo pracy włożyliście w przygotowanie wszystkiego :-)
Gratulacje !

Los alpaqueros pisze...

Super że są u Was ludzie którym, chce się chcieć. Fajna impreza i ogrom pracy, ale takie chwile cementują społeczność, pozwalają się poznać na wzajem.Pięknie :)))
Pozdrawiamy Was serdecznie :)

Elżbieta pisze...

Dużo pracy wykonaliście, gratuluję, że tak potraficie się zorganizować, u nas by to się nie udało. Piękna uroczystość, dary i bochen chleba wyglądały smakowicie i pięknie.
Serdecznie pozdrawiam.

kyja pisze...

Pięknie!

Baba ze wsi pisze...

Proboszcz pewnie parafię ma gdzie indziej, a tu tylko przyjeżdża na msze?

Coraz częściej widzę takie ludki z balotów - bardzo mi się podoba takie ich wykorzystanie :)

Asia i Wojtek pisze...

Parafię mamy w Pasłęku, ale remont chcieliśmy zachować w tajemnicy. Nikt słówka nie pisnął:-)))

zielnik hani pisze...

To się napracowaliście przy remoncie i dożynkach. Jestem pełna podziwu. Pozdrawiam:)))

Sąsiad pisze...

I ja też - pięknie !
Piękne chlebki. I pięknie, że jest ekipa, z którą można podziałać. To ogromna wartość. Ukłony!

Sarenzir pisze...

Dożynki rewelacja:D Zrobiliście kawał niezłej roboty :D. To jest właśnie fantastyczne jak się zbierze grupa ludzi którym się chce działać :D

Groan pisze...

Skąd Ty dziewczyno bierzesz na to wszystko siłę? Podziwiam i zazdroszczę...

wieś - moje spełnione marzenia pisze...

A my odkąd mieszkamy na wsi pierwszy raz na dożynkach nie byliśmy i strasznie mi żal...

Anonimowy pisze...

Fajna sprawa takie dożynki-ale jedno mnie zastanawia-a widziałam to już w co najmniej dwóch miejscach-czym był oblany ten samochód żeby się palił?Patrząc na te kłęby czarnego dymu pozostaje się zastanowić co poszło do atmosfery i czym będziemy oddychać.Pozostaję w szacunku dla tej całej opisanej pracy ale takie niepotrzebne zanieczyszczenia zawsze napawają mnie wielkim smutkiem.Pozdrawiam.Elżbieta.

Archanioły i Ludzie pisze...

Zastanawiam się - dlaczego nie trafiłam na ten blog wcześniej? Ale skoro tu jestem, to zostaję. Jestem zachwycona i podbudowana tym, co opisujesz: pracowitością, radością, współdziałaniem ludzi. Tym, że ludzie świętują jeszcze zebranie plonów, dziękują za to Bogu i znajdują przyjemność we wspólnej zabawie. Miasto wyprane jest z Boga, z natury i zachwytu nad nią, a wyścig szczurów nie ma nic wspólnego z pracowitością. Dlatego nieustannie chcę na wieś, mimo iż wiem, że nie będzie łatwo, ale czy będzie mi to dane?...

Ital pisze...

Uwielbiam takie klimaty!