czwartek, 9 stycznia 2014

Płonąca żyrafa





Przystałam ostatnio do pewnej przesympatycznej i bardzo twórczej grupy ludzi. A mianowicie do Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. Jako, że moje pisanie ostatnimi czasu niewiele ma wspólnego z fikcją literacką, że już nie wspomnę o poezji bardzo potrzebowałam odrobiny odmiany. Na pierwsze warsztaty, w których brałam udział popełniłam...makabreskę. Hasło brzmiało: płonąca żyrafa. Wahałam się dłuższą chwilę, czy bardziej kojarzy mi się z obrazem Salvadore Dali, czy z wierszem Grochowiaka. Wygrał Grochowiak.


Płonąca żyrafa

- To nie jest spotkanie wigilijne! To nie jest żaden opłatek! Spotkaliśmy się tutaj, bo musimy sobie jasno powiedzieć: spieprzyliście robotę! Ten rok był do niczego. Grzmiała Dyrekcja, zwana też Królową Matką, zza swojego biurka. Jej ufryzowana blond główka kiwała się miarowo w przód i w tył jakby sama sobie przytakiwała. Powiodła groźnym wzrokiem po stojących karnie przed nią w stłoczonej grupie pracownikach. Wtem spojrzenie Królowej zatrzymało się na górującym nad grupą Marku.
-Ty! Wycelowała w niego palec z połyskującym na czerwono spiczastym paznokciem. - Ty jesteś najgorszy! Marek zgarbił się nieco i przykurczył. Nerwowo przejechał dłonią po sterczących niesfornie włosach. - Zdziadziałeś chłopie! Emerytowany wojskowy, saper z bożej łaski. A z klientami się cacka jak z jajkiem. Tu trzeba krwi! Mięcha nam trzeba, a nie ciumkania! Zrób coś z tym, bo jak nie, to w przyszłym roku... Głos Królowej zawiesił się złowieszczo po czym przeszedł w przeciągłe westchnienie. - No nic. Do roboty. I smacznego opłatka. Załoga rozeszła się do swoich pokoi. Marek wszedł do kanciapy zwanej szumnie indywidualnym pokojem do pracy i spojrzał na pluszową żyrafę zajmującą większość powierzchni pomieszczenia, która miała być prezentem gwiazdkowym dla córki. Nagle w jego oku pojawił się szatański błysk. - Chcesz mięcha? To będziesz miała – wymamrotał pod nosem. Rzucił się do siatki ze zrobionymi rano zakupami. Wysypał wszystko na podłogę i gorączkowo przeglądał pakunki. - Ha! Jest! Mam! - Zakrzyknął. W jego dłoniach krwawo połyskiwała wątróbka, którą nabył rano na polecenie żony. Z torby wystawało jeszcze pudełko z fajerwerkami kupionymi okazyjnie. Marek jak na sapera przystało starannie wyselekcjonował potrzebne mu rzeczy, po czym przystąpił do dzieła. Delikatnie rozpruł żyrafę i chichocząc diabolicznie realizował swój plan...
Wigilijny poranek zaskoczył wszystkich świetlistą poświatą na świeżo spadłym śniegu. Co prawda nie poprawiło to nastroju pracowników firmy, ale miło było popatrzeć. Królowa Matka stukając energicznie obcasami weszła do swojego gabinetu. Przed biurkiem stała prześliczna, pluszowa żyrafa z kartonikiem przyczepionym czerwoną kokardą do szyi.
- Ciekawe kto mi się chciał podlizać? Powiedziała do siebie Królowa – głupek jeden – sarknęła. Pociągnęła energicznie za kartonik. Wtem rozległ się huk, błysk i świdrujący w uszach okrzyk pełen przerażenia. Pracownicy w panice rzucili się do drzwi. Ich oczom ukazał się niezwykły widok. Dyrekcja stała pośrodku gabinetu cała pokryta czerwonymi, skrwawionym strzępkami. Jej nienagannie zwykle uczesane włosy sterczały na wszystkie strony. Przed nią, na fotelu smętnie zwisał łeb pluszowej żyrafy dymiąc jeszcze odrobinę. Wokół snuł się swąd spalenizny i fajerwerków. Pracownicy zamarli. Tylko Marek zaśmiał się szatańsko i wycharczał z trudem łapiąc oddech – mięcho, mięchem i krwawą miazgą. Bo biedna jest konstrukcja człowieczego lęku. Żyrafa kopcąca się pomaleńku...

P.S. Zarówno Królowa Matka jak i Marek mają swoje pierwowzory, ale spuśćmy litościwą kurtynę milczenia...reszta jest wytworem mojej wyobraźni:-)))

12 komentarzy:

Ica pisze...

genialne!
Tak czytałam i czytałam... patrzę a tu koniec. :))
Zdolna jesteś! Także proszę o więcej. :)
Uściski,
I.

Olga Jawor pisze...

Podoba mi się i styl Twego pisania i pomysł. Takie to wszystko wyraziste, potyczyste! A najlepsza końcówka. No i rzecz jasna, dwuwiersz końcowy. Powinnaś pisać więcej takich rzeczy, Asiu!:-))

Joanna pisze...

o... to gratuluję bycia w szczytnym gronie ludzi

Agniecha pisze...

Że zacytuję Cię z innego bloga:"DAWAJ DALEJ!"

Archanioły i Ludzie pisze...

Więcej! Więcej! Więcej - takich opowiadań!
Ciekawe, że owa królowa matka ma klony chodzące po świecie. Kilka już takich spotkałam.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!!!

Riannon pisze...

He, he... bardzo lubię makabreski :-) W realnym świecie akt ten uznanoby za terroryzm, ale miło jest czasem sobie pomarzyć, jak dowala się takim szefom z bożej łaski :-) Czego wszystkim uwikłanym w życie w korpo serdecznie życzę :-)

Inkwizycja pisze...

Robi wrażenie ;)) aż by się chciało wcielić w życie... czyli masz moc oddziaływania na (pod)świadomość ;-)

Sunniva pisze...

Cuudna opowieść :) Super pomysł na prezent hihii !!!! Chętnie bym wręczyła pewnym osobom !!!!!!! Pozdrawiam. S.

Ondrasza pisze...

Świetne opowiadanie! Końcówka zaskakująca, myślę że wielu z nas chętnie sprawiłoby kilku osobom podobny prezent:):):)

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Naprawdę świetne ;-) oryginalny pomysł. Ciekawe co inni napisali?
Muszą być fantastyczne takie zajęcia, zazdroszczę.

Anonimowy pisze...

świetny pomysł..... tylko źle mi się czyta na tym ciemnym tle....
ale dałam radę.
serdeczności

http://leptir-visanna6.blogspot.com/

Agni pisze...

Cudenko !