piątek, 13 listopada 2015

Człowiek



I jeszcze w temacie. Tak mi się napisało...

Człowiek

Kręta droga zasnuta była gęstą mgłą. Maciej widział tylko czubki swoich stóp, gdy z mozołem wspinał się pod górę. Zatrzymał się, zadarł głowę i spojrzał w górę. Ołowiane chmury stykały się z metaliczną mgłą. Z westchnieniem ruszył w dalszą drogę.
- Wydawało mi się, że teraz nie powinno mnie już nic męczyć – pomyślał – a ja idę, i idę i końca tej drogi nie widać.
Wtem we wszechobecnej, gęstej szarości coś się zaniebieściło. W duszę strudzonego wędrowca wstąpiła nadzieja, że jednak dojdzie do celu. Droga stała się jeszcze bardziej stroma. Teraz prowadziła niemal pionowo w górę. Nagle przez chmury przedarł się intensywny błękit nieba i przyjazne ciepłe, światło, które oświetliło wrota znajdujące się na krańcu traktu. Maciej wykrzesał z siebie resztkę sił, stanął pod bramą i załomotał ciężką kołatką. Odrzwia uchyliły się ze zgrzytem i w szparze ukazała się głowa siwowłosego starca.
- Tak? - zapytał starzec przypatrując się drżącemu ze zmęczenia piechurowi.
- Czy znajdzie się tu dla mnie miejsce? - zapytał Maciej z nadzieją w głosie.
- A kim ty jesteś?
- Człowiekiem. Wielce strudzonym i zmęczonym życiem.
- Jesteś pewien?
- Myślę, że tak. Ciężko pracowałem, chodziłem do kościoła, nikogo nie zabiłem. - Ejże, nie łżyj mi tutaj! To nie miejsce na to! - Starzec aż zachłysnął się z oburzenia. - Nie kłamię. Przysięgam. Nie zabiłem. -A pamiętasz Bruna? Maciej spojrzał na starca z niedowierzaniem – Bruna? Nie, nie znałem nikogo takiego. - Pomyśl, przypomnij sobie. Był nieduży, brązowowłosy i kochał cię bezgranicznie. - Przecież to był tylko pies! Oburzył się Maciej - Tylko pies...starzec pokiwał głową ze smutkiem. - Nie możesz tu wejść Macieju. Jeszcze nie nastał twój czas. Po czym zatrzasnął ciężkie wrota z łoskotem. - Gdzie ja jestem, nic nie widzę! Boże dlaczego tak boli?! Z gardła wydobył mu się przejmujący skowyt. Nagle poczuł lekki, delikatny dotyk i zapach. Leciutki, przyjemny. - Co ci się stało, pieseczku, no nie bój się, wszystko będzie dobrze. Poczuł jak ktoś podnosi go do góry, przytula i okrywa ciepłym swetrem. Wtulił się w przyjazne ramiona, zaskomlał cicho i stracił przytomność. Gdy się ocknął leżał otulony miękkim kocem, otworzył oczy i zobaczył przed sobą zatroskaną twarz, która nagle rozświetliła się w uśmiechu. - Obudziłeś się nareszcie! Całe szczęście, że cię znalazłam. Umarłbyś przy tej drodze jak nic. Nie bój się nic ci już nie grozi. Zostaniesz ze mną, prawda piesku? I pocałowała go w czarny nos wystający spod koca. Polizał ją po ręce. I w tym momencie poczuł, że kocha ją całym psim sercem i człowieczą duszą. Po latach, gdy dziarsko wbiegał pod górę, krętą drogą przypomniał sobie jak kiedyś z mozołem wspinał się tą samą trasą. Stanął przed bramą i szczeknął dziarsko. Brama otworzyła się szeroko, a przed podskakującym psem stanął uśmiechnięty starzec. - Już rozumiesz? - zapytał. - Tak. Już rozumiem co to znaczy być człowiekiem. - W takim razie wejdź. Czekaliśmy na ciebie. Maciej spostrzegł, że znowu stoi na nogach. A obok nich podskakiwał mały, brązowy psiak. -Bruno, maleńki, wybaczysz mi? Bruno spojrzał na niego z bezgranicznym oddaniem i pomyślał – wszystko ci wybaczę, przecież cię kocham.



11 komentarzy:

Olga Jawor pisze...

Asiu, to przepiekne, wruszajace, przejmujące wręcz opowiadanie. Tak własnie powinno być. A może tak jest?
Ściskam Cię wzruszona!***

Agniecha pisze...

Mądre. Ach, żeby tak było....

,,Kozi las'' pisze...

Taaak, Od zawsze jesteśmy pewni że właśnie tak było, jest i będzie. Dlatego u nas w domu ludzie i zwierzęta mają taki sam statut. Może nie, wielokrotnie ze zwierzętami mamy lepszy kontakt, one nigdy nas nie zawiodły.
PIĘKNE !!! :)

Eliza Kaschel pisze...

ryczałam normalnie.....

agatek pisze...

wspaniałe...

Inkwizycja pisze...

No Was to z pewnością nikt od tej ostatniej bramy nie przegoni...

Susan pisze...

Piękny tekst. Utraty psiaka współczuję. Niestety przeżywałam niejednokrotnie i wiem, ze boli jak ... bardzo boli.

Krystyna Bożenna Borawska pisze...

Piękne ...

Anonimowy pisze...

Piękne. My tez straciliśmy swoją psinkę po 14 latach bycia razem. Pół roku rozpaczy wspominania i brak......... i ten brak naprowadził nas na schronisko a w nim psinkę 4,5 miesięczna bieluśką sunię która stała na łąńcuchu . Nasza sunia odeszła 5 lipca , Mój siostrzeniec pocieszał mnie i wybierał imię dla naszego nowego psa-kiedyś nowego 5 lipca. Imię Milka. Nasz nowy piesek urodził się na początku lipca a wzięliśmy ją 5 grudnia. Nie ma przypadków. Ktoś czeka na Wasz dom. Trzymam kciuki i dziękuję za piękny odcinek "Daleko od miasta"
Ania

Katarzyna pisze...

Niechby tak bylo...ech.

Susan pisze...

Piękna opowieść, piękny pies i wielka szkoda... Niedawno oglądałam odcinek "Daleko od miasta" i jeszcze tam był sfilmowany. Piękna pamiątka...