piątek, 18 lipca 2014

Porzeczkowe żniwa




Czarne porzeczki zawsze wywołują u mnie uczucia dość ambiwaletne. Bo z jednej strony porzeczki uwielbiam pod każdą postacią. Należą do najbardziej prozdrowotnych, polskich owoców, są prawdziwą bombą z witaminą C, sok z czarnych porzeczek uchroni nas przed przeziębieniami, a jeśli już coś nas dopadnie, pomoże zwalczyć infekcję. Napar z młodych liści czarnej porzeczki oczyszcza organizm, ma zbawienny wpływ na pracę nerek, a osobom, którym dokucza artretyzm i dna moczanowa przyniesie ulgę. Poza tym porzeczki w cukrze dodane do ciasta to poezja w czystej postaci, smorodinówka, czyli nalewka porzeczkowa ma aromat i smak, który zapamiętuje się na długo, a wino porzeczkowe przypomina mi francuskiego burgunda. Kocham więc te małe, czarne owoce i wielbię. Z jednej strony...Bo z drugiej robi mi się słabo na myśl o dniu, gdy przychodzi zmierzyć się ze zbiorem i przetwórstwem.
Wbijam się wówczas w najgrubsze dżinsy, kalosze i solidną koszulę, koniecznie z długim rekawem. Nie zważam przy tym na sączący się z nieba żar. Dlaczego? Ponieważ porzeczki dojrzewają w czasie wyroju ślepaków. Te żarłoczne skubańce stadami dopadają się do człowieka, chcąc wyssać z niego całą krew. I nie pomaga nic! Ani piołun poutykany w kieszeniach, ani żadne olejki, ani spreye na owady, nawet te najbardziej agresywne. Żrą i już! Jak widać na poniższym zdjęciu wyglądam wówczas jak prawdziwa baba ze wsi, którą zresztą jestem:-)))



W tym roku porzeczki obrodziły u nas niesamowicie. Z 10 krzewów w różnym wieku ( część dosadzaliśmy w ubiegłym roku ) zebraliśmy niemal 50 kg owoców. I był to bez wątpienia siedliskowy rekord.
W misce na zdjęciu jest plon z jednego, małego, zeszłorocznego krzaczka.





Ze zbiorem czekaliśmy dość długo. Chciałam, żeby część owoców niemal przejrzała, pomarszczyła się odrobinę, tak by cukier w nich maksymalnie się skoncentrował. Takie najlepsze są do wina. Staram się by tych podsuszonych owoców było około 20%. Wino nabiera wówczas wyrazu.


Po kilku godzinach w upale, na klęczkach, wśród zielonych lisci i brzęczących gzów można paść gdziekolwiek, choćby i w wysokie zielsko w towarzystwie tygrzyków i pasikoników. Jest jednak coś, co dodaje sił i podrywa do roboty. Widok. Nie wiem jak Wam, ale mi widok czarnych owoców zwieszających się wśród liści kojarzy się z winobraniem i krajobrazem winnic.


Podczas porzeczkobrania mieliśmy tym razem asystenta...



Makbuń "pomagał" jak mógł. Wspinał się na plecy, łapał porzeczki, usiłował łapać też krwiopijców, ale niestety bez powodzenia...

Kolejne michy z porzeczkami lądowały w domu, gdzie Ciocia przejmowała pałeczkę i pół dnia pracowała niczym kopciuszek przebierając owoce.
A potem nadeszła TA chwila. Ruszyła owocowa przetwórnia. Część owoców poszło do zacukrzenia. Będą nalewki. Część do sokownika, a reszta do wyciskarki i do baniaczka. Bedzie wino. Wytrawne i aromatyczne:-))) Teraz już stoi w bibliotece i wydaje co chwilę bardzo przyjemny dla ucha odgłos: bul, bul, bul...

Owoce przecieram przez takie sito. Robota idzie w miarę szybko, do wina nie trafiają skórki ani pestki i dzieki temu nie robi się "galaretka". Sito zostało nabyte na rynku, od "Ruskich" i sprawdza się znakomicie. Pojawiły się ostatnio w sprzedaży tego typu sita ( widziałam bodaj w Netto ), ale stalowe. W kontakcie z kwasem owoców niechybnie straciłyby na urodzie. A temu " wsio rawno".


A tu już w karnych rządkach: 


Zwróćcie, proszę, uwagę na ten duży słój. Jeszcze moja Babcia robiła w nim soki porzeczkowe. Używam go i ja, a myjąc staram się zawsze uważać na naklejkę z napisem wykonanym babciną ręką.



Nie musze chyba mówić, że późną nocą, po skończonej robocie padłam jak kawka? A prawdziwe przerażenie ogarnia mnie na widok ilości dojrzewających jeżyn... To dopiero będzie!


P.S. Jak Wam się podoba nowa szata graficzna bloga? Poproszę o opinie...

23 komentarze:

ilona lisiecka pisze...

Szata graficzna .....wyrazista lekko porzeczkowa :) fajna ...
Z krzakami porzeczki sobie poradziłaś, te porzeczkowe żniwa, niemal jak pole bitwy, z krwiopijcami....
Teraz czas na jeżyny....
Uściski ślę :)

Klarka Mrozek pisze...

to ja się pochwalę - u nas w tym roku nie ma zbyt wiele owadów a porzeczki ogromne, soczyste, jak nigdy. Będzie jeszcze aronia i winogrono. I bardzo się cieszę, że nie tylko ja jak nawiedzona siedzę w tych porzeczkach, widzę, że Ty również;)) uwielbiam je.

jankasgarten pisze...

Niesamowity plon, gratuluje!
Winko napewno bedzie dobre, wierze w to.
Milego weekendu zycze i pozdrawiam serdecznie :-)

Agata Rak pisze...

O matulu tyle pracy na raz?Ja bym to rozłożyła na kilka dni...U mnie jest 1 stary krzak ale kiepsko owocuje ,b o rośnie w cieniu. Muszę rozmnożyć, bo też porzeczki lubię...

bozenas pisze...

chyba Ci zazdroszczę porzeczkowych plonów:)))etykietkę na słoju po babci potraktuj lakierem,to ją trochę zabezpieczy:)))
szata bloga trochę krwista:)))

Beti pisze...

Pracujecie jak pszczółki.....ale zimą będzie smakowało :-))))Serdeczne pozdrowionka.

Krystyna Bożenna Borawska pisze...

Szata ma być taka jak Ty lubisz...
Jaki piękny zbiór porzeczkowy, zazdroszczę pozytywnie :-)))
A ta Królewna w porzeczakch to Ty ?
Wyszłaś pięknie, tak jakby bardziej artystycznie :-)

Asia i Wojtek pisze...

Bozenas, dziękuję za radę. Etykietkę zalakieruję niezwłocznie! Jakim lakierem najlepiej? Krysiu, w porzeczkach to faktycznie ja - "ciut" rozczachrana tylko:-))) I dlaczego NIKT nie zachwyca się Makbetem?!!!

Asia i Wojtek pisze...

Agata, jakbym nie zrobiła wszyatkiego jednego dnia, to nie wiem kiedy...Roboty ostatnio mnóstwo. Przygotowujemy kilka warsztatów, pokaz, poza tym normalna praca redakcyjna, a jak nie napiszę tekstu do Dziennika Rolniczego to mnie naczelny zabije. Klarka, aronii to pozazdraszczam, na naszych ziemiach się nie udaje, a lubię bardzo Ściskam Was wieczornopiatkowo
Asia

-mamon- pisze...

Chyba muszę jutro na rynku choć troszkę tego cudownego owocu zakupić. Niestety nie mam swoich, ale pisząc tego posta nie poskąpiłaś tak urzekających zdjęć że ślinka mi leci od samego patrzenia i ta myśl o konfiturze porzeczkowej... Trzeba zawinąć rękawy i do roboty:)))
Pozdrawiam serdecznie

Tupaja pisze...

Ale Wam dobrze!Uwielbiam czarne porzeczki, mogłabym jeść i jeść :)
Nowa skórka taka optymistyczna :)

Lamia pisze...

szata graficzna bardzo energetyczna - a porzeczkowych zbiorów zazdroszczę i co tam krwiopijcy i żar z nieba, skoro efekty już stoją karnie w rządkach.. zaciekawił mnie sposób na wino, bo ja zwykle siup z ze skórkami robiłam..jakiś namiar na przepis, podpowiedź w proporcjach?? pozdrawiam

Asia i Wojtek pisze...

Lamia, wysłałam Ci przepis na maila:-)))
A.

kyja pisze...

piękne Wam obrodziło w tym roku! u nas tylko jeden kilkuletni krzaczek czerwonej porzeczki (kupiony w lidlu)-również obrodził, owoców starczyło na megaowocowy biszkopt i kwaaaśny kompot:)
nowe szaty? lekko i bardziej energetycznie:)

bubisa pisze...

Zazdroszczę Ci... tej celebracji i czasu... Kiedy przychodzi dla mnie czas przetworów muszę robić wszystko w takim pośpiechu i w międzyczasie, że o zdjęciach, czy estetyce w ogóle nie myślę... Dobrze, że u Was można sobie popatrzeć, jak to powinno wyglądać :-) Ja muszę się ze wszystkim spieszyć jakby mnie sam diabeł gonił, a to tylko dwa małe diabliki :-)
Buziaki!
Iza

Nasza Polana pisze...

slepaki to moi wrogowie nr jeden ale sadze ze decydujac sie na mieszkanie na wsi nie pozostaje mi nic innego jak nieco zaakceptowac ich obecnosc. Soki wygladaja apetycznie i pewnie takie sa. A co do szaty graficznej to bardzo mila dla oka i przytulna, tyle ze ja strasznie dlugo sie z nowa szata graficzna na blogach oswajam. Ale to juz moj problem. pozdrowienia

Kretowata pisze...

Już jestem i od razu się melduję;)) To jak z tym Poznaniem? napisz coś i się umówimy KONIECZNIE!!!!! uobora@gmail.com

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kiedyś zapach czarnej porzeczki odrzucał mnie, a teraz? zrywam z krzaczka i wcinam ze smakiem; robiłam kiedyś wino z czarnej porzeczki z dodatkiem malin, oczywiście same wytłoczyny, smak nie do opisania; podziwiam obfite zbiory; pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Szata graficzna przejrzysta i stonowana, mnie sie podoba...
porzeczek czarnych nie lubiłam i nie lubię ze wzgledów na zapach.... a szkoda bo to źródło witamin....
jak na babe ze wsi wygladasz super:D
a jak przyjedziecie do Przecznicy to byc może zajrzymy do Was aby sie poznac osobiście....
serdeczności
http://leptir-visanna6.blogspot.com/

Joanna pisze...

Leptir, dziekuję:-))) Bardzo bym się cieszyła na spotkanie z Wami. Jak się tyle lat razem bloguje ciagnie do spotkań w realu. Tu masz więcej szczegółów o naszym pobycie w Izerach:http://www.podlipami.blogspot.com/2014/07/warsztaty-na-zyczenie-czyli-ruszamy-w.html

Ściskam
Asia

Anonimowy pisze...

właśnie stamtąd mam wiadomości :)
więc do zobaczenia

OLQA pisze...

u nas w tym roku urodzaj porzeczkowy raczej średni ( własnie robię sok z czerwonych)za to ślepaków i jusznic zatrzęsienie-zeżarły nas żywcem!
Szata graficzna przyjazna dla oka ( lepiej się czyta- dziękuję:)

Ania pisze...

Wspaniały urodzaj, a Porzeczkowa Panienka - urocza ! Makbecik bardzo pracowity, widac, że interesuje się gospodarstwem :-). Asiu, nowa szata o tyle fajna, że wreszcie można czytać bez okularów ale czy tło nie jest zbyt agresywne ? Strasznie długo u Ciebie nie byłam, nawet nie wiedziałam, że to miesiąc ! Uściski dla wszystkich z Siedliska !