sobota, 3 stycznia 2015

I po Świętach...



Jak zawsze przed świętami było sporo zamieszania. Wiadomo, ciasta trzeba by upiec, chałupę wypucować, robotę ogarnąć. I weź tu człowieku jeszcze na blogu coś napisz... I tak blog poszedł chwilowo w odstawkę. Ale jesteśmy, jesteśmy... Dzisiaj na naszych Żuławach jest mało zimowo. Wicher dmie, że mało głowy nie urwie, deszcz zacina, zwierzaki siedzą w domu ( poza Makbetem i Kartezjuszem, bo chłopcy poszli na obchód rewiru ). Ale mieliśmy przez chwilę piękną zimę. Krótką chwilę, bo śnieg leżał słownie dwa dni. Zdążyliśmy ledwie parę fotek strzelić i z bernami na spacer się wybrać. A teraz tylko patrzymy jak się drzewa od wiatru wyginają. Ale w domu ciepełko, chleb się piecze i jest generalnie super.
Przed samymi świętami mieliśmy odrobinę atrakcji.
Stan naszej starej kuchenki wołał o pomstę do nieba. Kuchenka miała już swoje lata, gaz w piekarniku zapalał się ciężko i pewnego razu nasza Ciocia " wybuchła" piekarnik. Ogień jej zgasł, gaz nadal leciał i jak Ciocia chciała podpalić to jej buchnęło. Na całe szczęście Cioci nie stało się nic. Gorzej z kuchenką. Jedna szyba w piekarniku poszła w drobiazgi, drzwiczki się nie domykały, a dwa palniki poszybowały po sam sufit. W efekcie sprawne były tylko dwa pozostałe ( przy czym jeden z lekka ukruszony dawał bardzo nierówny płomień ), a drzwiczki trzeba było domykać za pomocą drąga opartego o drzwiczki i framugę. Wysokość temperatury łapało się " na oko". Trochę trudno wypiekać w tych warunkach cokolwiek, chociaż pieczenie chlebów opanowałam. Postanowiliśmy więc zrobić sobie prezent i nabyć nową kuchenkę. Po obleceniu wszystkich sklepów AGD w Elblągu i przejrzeniu ofert internetowych kupiliśmy zgrabną kuchenkę "Beko", srebrną i śliczną w sieci. Wszystko ładnie i pięknie. Tylko deszcz spadł i droga rozmiękła. Przewidując, że kurier nie dojedzie umówiliśmy się Sołtysem, że podjedzie swoją koparą, weźmie sprzęt delikatnie na łychę i dowiezie. Ale kurier był najwyraźniej kamikadze. Przygazował i ruszyyył w bajoro. Zakopał się po osie. Zawezwany na pomoc sąsiad przybył swym zielonym, zgrabnym traktorkiem w try miga. Wielkim, żelaznym hakiem zaczepił linę holowniczą i pociągnął. Wielki, żelazny hak wygiął się i lina spadła. Ciężarówa ani drgnęła. Po dłuższej chwili dywagacji panowie zaselońtali linę i pomalutku traktor ruszył. Ciężarówa też. Przez całą drogę koła ciężarówki ślizgały się po błocie, nie obracając się. I było to w przeddzień wigilii. Myślę, że kierowca miał co opowiadać przy świątecznym stole... Ale koniec końców udało się i kuchenka jest cudna. Wyszły z niej już dwa serniki, makowiec, tartaletki i spora liczba chlebów:-)) Coś czuję, że z odchudzaniem w Nowym Roku będzie ciężko! W ogóle zapowiada się nam kulinarny rok. Dlaczego? Wszystko przez Mikołaja! Albowiem dostałam pod choinkę książkę kucharską pt: " Pyszne chwasty". To naprawdę fantastyczne, co można wyczarować z takiego tasznika na przykład, albo z pospolitej lebiody, że nie wspomnę o poczciwej pokrzywie. No i ten bluszczyk kurdybanek! Już się nie mogę wiosny doczekać.
A teraz jeszcze tylko życzę wszystkim naszym czytelnikom i podczytywaczom Szczęśliwego Nowego Roku!

Nasza brzoza:-)))

Sad w zimowej szacie.


Proszę się przyjrzeć - w oddali pomiędzy ramionami słupa widać dwie sarny:-))


Rabata przed domem...


I znowu sad.



Narnia:-))


Nasza lipa cudem uratowana odwdzięcza się swoim pięknem.


Akcja




I na koniec jeszcze:

Koty leżą wszędzie:-)) Kartezjusz na pojemniku na karmę. Oczywiście na podusi.


Tosia na 300 letnim krześle - ma pod dupcią  ciepły śpiworek.


Filip przy kaloryferze - dostał od Cioci wełnianą kołderkę:-)))

A Niuś ma na wszystko oko:-)))


Tak patrzę na to zdjęcie...wiecie co? Kocham tego psa:-))

18 komentarzy:

Klarka Mrozek pisze...

niewiele brakowało, a mielibyście kuriera na wigilii ;))

Ica pisze...

Kochani, Wy to zawsze macie ciekawe przygody! :) Dobrze, że wszystko zakończyło się pomyślnie... dlatego życzę Wam, aby cały i ten rok był pomyślny, twórczy i wyjątkowy! :)
Uściski,
Ilona

Iza z Kidowa pisze...

Najlepsze życzenia na Nowy Rok!

Piękna zajawka zimy u Was :)
Pozdrawiam serdecznie.

Piotr Sztukowski pisze...

hi, hi...znaczy się kierowca miał wigilijny offroad :) Z pewnością będzie miał co opowiadać...dobrze,że kuchenkę dowiózł :)
Pozdrowienia,

ankaskakanka pisze...

Pozdrawiam serdecznie i życzę Szczęśliwego Nowego Roku.

amelia10 pisze...

Ależ mają życie te Wasze kicie, tylko pozazdrościć, choc i u mnie porozkładane we wszystkich mozliwych miejscach.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Niech się Wam darzy!
Sciskam serdecznie.

Kalina pisze...

Historyja z kuchenką i Ciocią bajkowa. Nasza babcia tez kiedys piec nam wybuchła;) Życzę wspaniałych makowców. I zdjęcia cudne, narnijskie. Zazdroszczę całym szczerym sercem starego sadu!

Kretowata pisze...

No ale Was wcięło;)) Nie znikaj już, co?

Joanna Wojtek pisze...

Podjęłam postanowienie noworoczne. Jedno, więc może uda mi się dotrzymać...postaram się nie znikać:-)) I ściskam Was raz jeszcze noworocznie i ogólnie tez:-))

na wsi pisze...

Zazdroszczę tego szronu na drzewach i bieli, choć już w niewielkich ilościach. U mnie śnieg leżał dwa dni, słownie. W Nowy Rok śladu po nim nie było, nawet w nocy jest na plusie, więc nie ma mowy nawet o odrobinie tajemniczego, porannego szronu... I oczywiście, wszystkiego Naj w rozpoczynającym się właśnie roku!

Joanna Wojtek pisze...

Kochana, u nas tez snieg dwa dni leżał. A teraz juz błotko, błotko. Przyjdzie amfibię kupić:-))
Asia

NINA S. pisze...

Jakie cudowne widoki...

Agata Rak pisze...

Wszystkiego dobrego i dobrze, że większych kłopoów nie było...Zdjęcia magiczne...Pogłaszcz koty :)

Joanna Wojtek pisze...

Pogłaskane:-)))

Joanna pisze...

piękne ośnieżone zdjęcia ...
wszystkiego dobrego w Nowym 2015 roku... a zwierzaczkom... duże głaski od cioci Joaśki... hihi

agatek pisze...

Witaj :)
Trafiłam tutaj z bloga Moje życie na wsi. Coś mnie urzekło w komentarzu... jak to często bywa i ... widzę, że przyniosły mnie tu dobre fluidy, których szukam w necie. Uwielbiam czytać, uwielbiam sielankowe miejsca, uwielbiam życzliwych ludzi... przepraszam, jeśli zbyt gwałtownie i zbyt otwarcie piszę o swoich uczuciach ale szalenie się cieszę, że znalazłam kolejny wspaniały blog :)))))

Joanna Wojtek pisze...

Agatek, witaj serdecznie w naszych zafutrzonych progach:-)) Cieszę się bardzo, że spodobało Ci się nasze Siedlisko i juz biegnę zajrzeć do Ciebie.
Asia

Edyta K. pisze...

Urządzając naszą wiejską hacjendę często korzystałam z kurierów. Na ogół Panowie byli bardzo grymaśni i po odbiór paczek musiałam wyjeżdżać do głównej drogi. Jakie było moje zdziwienie gdy kupiłam kuchenkę. Furgon podjechał pod bramę a z szoferki wysiadła kobieta. Pomyślałam: no to teraz się zacznie …... Tymczasem Pani okazała się bardzo zorganizowana, małym wózeczkiem przestawiła kuchenkę na rampę później ją opuściła w dół i kuchenka już stała przed naszą bramą. Dalej to my z mężem sapiąc i dysząc transportowaliśmy ją do domu :-)

Pozdrawiam serdecznie i życzę samych udanych wypieków w nowym nabytku.
Edyta