piątek, 30 stycznia 2015

Klinika mebli



Nudziło mi się. Lekki stan podgorączkowy, na zewnątrz zimno jak piorun i wietrznie, Wojtek okupował komputer. Coś trzeba by zrobić. A w kuchni stało sobie rozeschnięte do imentu nasze ulubione, zabytkowe krzesło. A drugie rozwalone w drobiazgi w oborze czekało aż mi natchnienie przyjdzie. Niestety krzesła u nas od czasu do czasu wymagają...hmmm...rewitalizacji. Bo ktoś ( przez delikatność nie wskażę kto, ale pewnie i tak wiecie...) siedząc przy kompie przyjmuje pozę wyluzowanego Amerykanina. Nie ma mebla, który by to na dłuższą metę wytrzymał. No i krzesło, które parę lat temu już odnawiałam - poległo. Przyniosłam zatem walające się części i przystąpiłam do prac naprawczych. Uciechy było co niemiara, bo opalarka jeszcze nóweczka niebiegana, więc z dużą radochą rozgrzewałam stare pozostałości kleju.
Z krzesłami poszło szybko, a ja miałam niedosyt. Padło na stół przytargany od sąsiadki, która sprzedawała dom. Chciałam doczyścić mu blat - tylko do zabezpieczenia, tak, żeby zostało surowe drewno, a nogi jedynie lekko myknąć. Niech będzie widać, że to staroć.
Ale małą szlifierką czyścić taką dużą powierzchnię? Niecierpliwośc mnie sparła i zawołałam Wojtka, co by przeleciał blat szlifierą od czyszczenia ścian z bali. Wojtek spojrzał na mnie i zapytał:
- Jesteś pewna? Bez namysłu odpowiedziałam, że tak. Na co on:
- Napyli ci się.
-To sprzątnę.
-OK. - Stwierdził mój chłop.
Po 30 sekundach zajarzyłam. Pył był wszędzie. O ja nieogarnięta! Zupełnie zapomniałam, że podczas czyszczenia tym draństwm obroty sa takie, że drobiny wciskają się wszędzie, a w powietrzu zamiast tlenu jest pył.
Efekty: czysty blat stołu w niecałe 10 minut. Sprzątanie kuchni - ponad 2 godziny. Potem mi się już nie nudziło, bo padłam...

Nawet Kartezjusz był znudzony



Krzesło rozłożone na czynniki pierwsze. To stara dobra robota. Kiedyś pisałam o nim - kolega, który pracuje w muzeum ocenił je na tzw. wiejski barok. Drewno wiązu, łączenia bez żadnych gwoździ, czy wkrętów.




Trzeba sobie jakoś radzić...zamiast ścisków stolarskich moja wielofunkcyjna apaszka ( często używana do stylizacji w sesjach fotograficznych:-))



Precyzyjnie nawiercone otwory na kołki. Stare łączenie pękło. Wiercił Wojtek.


Kawałek drugiego krzesła


I stół, na blacie mała szlifiereczka.





A tak wyglądała potem kuchnia...




I jeszcze szafa kuchenna. Też od sąsiadki. I tylko nie wiem, czy ją czyścić do żywego, czy potem przecierać, czy tylko podszlifować gdzieniegdzie i zostawić tak jak jest. Taki vintage na maxa?




15 komentarzy:

Kretowata pisze...

Szafę tak zostaw;))
No z tym pyleniem to nic nie mów;)) Jak się na strychu wyrzyna, a klapa jest otwarta (bo nie ma zamykania jeszcze) to mam to za każdym razem...
Krzesło superaśne, a zaciski stolarskie bardzo stylowe;))) U mnie w kuchni każde krzesło ryra się w inna stronę, czekamy, kto pierwszy spadnie...

Krystyna Bożenna Borawska pisze...

Zostawić szafę tak jak jest,
a jak Ci się znudzi to wtedy podszlifujesz :-)
Alllle Ci napyliło,
współczuję srzątania....

Jedliska pisze...

Ciekawy sposób na "ścisk" z apaszki :)
Co do szafy to bym polecał jedynie oczyścić wnętrze bo ta spękana farba na jej powierzchni całkiem fajnie wygląda.
Pozdrawiam, Tomek.

HANIANIA pisze...

OJ takiego kurzyku to ja mam po dziurki w nochu;( cierpne na myśl o szlifowaniu, a czka mnie w tym roku korytarz i schody schody schoooodyyyyyyy- może przyjedziesz? oferuje wikt nocleg herbate pogaduchy i pomoc w szlifowaniu ;)))

Ataboh pisze...

SZafę zostaw jest super.
Pyłu nie zazdroszczę... oj jest po czymś takim co robić :)
Po prsotu zamiast kilku godzin szlifowania masz kilka sprzątania... ciekawe co wolisz :)

agatek pisze...

Dzięki Dobra Kobieto za kopa w ... część tylnią ;) Bo ja sie zbieram do swojego stołeczka i krzesełka i... dzięki :))))
Buziaki :))))
Jak najwięcej proszę takich postów :D Mebelki cudne :D

Kozie Sery pisze...

U mnie kuchenne krzesła "każde z innej parafii" i epoki. Twoje są świetne.
Szafę bym lekko, tak od niechcenia przetarła ;)
A jeżeli chodzi o szlifowanie, znam ten ból i dlatego od sierpnia nic, dosłownie nic nie działałam w tym temacie.
Pozdrawiam serdecznie
kOZA

Magdalena pisze...

Szafę bym zeszlifowała i przetarła, albo zostawiła i ze szlifowaniem poczekała do lata. Ale odświeżyłabym. krzesło super, a stół...powiem tak: czytam sobie posta i w końcu na głos:"Ale boski stół!" i za chwile "O ku.cze:)!" - to na widok kuchni...szczerze współczuję, naprawdę z całego serca. Zrobiłam tak raz i będę pamiętać calutkie życie:)

madziaila pisze...

Witaj! :) O mamo! Kuchnia po szlifowaniu, pierwsza klasa. Ja bym chyba uciekła! A mieliśmy podobną przygodę z sadzą z pieca kaflowego w kuchni. Wszędzie było czarno. Nie zapomnę tego do końca życia, ledwo co posprzątałyśmy dom na Święta, a tu taka niespodzianka :) Wszystko piękne, ale tej szafy ja bym w ogóle nie ruszała. Ona jest piękna!

Pozdrawiam - Magda

ludzie z bagien pisze...

Ścisk faktycznie stylowy :) Choć kiedyś właśnie w ten sposób ściskano, tyle że do naprężenia kołek (twój młotek) wkładano w środek pętli i przez jego obrót skręcano pętlę skracając ją i uzyskując w ten sposób napięcie. Jeden z końców kołka zapierano o taki element jak twoja poręcz by się nie odkręcał. Do niedawna jeszcze w taki sposób napinano brzeszczoty w piłach drewnianych.

Joanna Wojtek pisze...

Czyli postanowione. Szafa na razie zostaje. Wyczyszczę ją tylko od środka i odświeżę. W sumie jak się znudzi zawsze mozna przeszlifować.
Dzięki za doradztwo:-)
Asia

Ola pisze...

Joanno - jestem pod wrażeniem -przede wszystkim pomysłowości (apaszka), zazdroszczę pięknych krzeseł! U mnie stoją do poklejenia 3 komuszki, ale że korzystają z nich dzieciaki 3 razy do roku, więc pozwalam im spokojnie stać, tym bardziej, że zawsze jest coś innego, pilniejszego do zrobienia. Ostatnio nabyłam drogą kupna za małe pieniążki http://uoliuoli.blogspot.com/2015/01/wczorajsze-zdobycze-czyli-moja-wymarzona.html i 2 wieszaki z giętego drewna. Po wstępnym odczyszczeniu poszły w odstawkę, bo mi się studiów na stare lata zachciało i sesję mam.. Buziaczki i odwiedźcie nas w końcu!

OLQA pisze...

u na też sami " amerykanie"- żadne krzesło nie przetrwa w kuchni- chyba kupię tanie biurowe i będę wymieniać, bo obecne naprawiane x razy i nie pomaga:(

Joanna Wojtek pisze...

Wojtek sie napalił na krzesło z 5-letnią gwarancją. Takie "pancerne". Tylko cena mnie przeraża, bo kosztuje ponad 2 tysie...A jeśli i to rozwali? I gwarancji nie uznają bo było " niewłasciwie użytkowane"? To się chyba załamię...
Asia

U-Rail pisze...

fajny pomysł na lampę :)