poniedziałek, 26 stycznia 2015

Epizod



Przeczytałam kiedyś zdanie, które utkwiło mi w pamięci, że jesteśmy tylko krótkim epizodem w długim życiu rzeczy. Prasując dzisiaj pościel pomyślałam, że tak jest rzeczywiście. Moja ulubiona pościel jest biała, zdobna w falbanki, hafty, mereżki, koronki. Tkana z solidnego, grubego, naturalnego płótna. Nie do zdarcia, choć liczy sobie już pewnie ze 100 lat. Te piękne poszewki dostałam kiedyś w prezencie od Bożenki - internetowej bratniej duszy, która znając moją ogromną słabość do "babcinych" pościeli - przesłała mi paczkę pełną cudów. Nie znam ich historii, nie wiem, kto składał na nich swoją głowę, jakie miał sny, o czym marzył. Patrzę na wyhaftowane monogramy i lubię mysleć, że była to część wiana szczęsliwej narzeczonej. Która snując marzenia o przyszłym życiu z ukochanym, wieczorami wyszywała razem z babcią, mamą lub ciotką swoją panieńską wyprawę. Inne poszewki kupiłam niegdyś na targowisku w Gdańsku-Wrzeszczu. Młodsze, powojenne już, ale także piękne. Sprzedawała je siwiuteńka staruszka, szczuplutka, uczesana w gładki kok. Biłam się z myślami, czy je kupić, bo pani, pokazując poszewkę, pogładziła wypukły haft, jakby z czułością. Musiały być jej drogie i wiązać się z masą dobrych wspomnień. Ale potem pomyślałam, że przecież i tak ktoś je kupi, bo pani musi je sprzedać, żeby móc przetrwać. A jeśli trafią do mnie - ich historia się nie skończy, po prostu zacznie się nowy epizod...
Jeszcze większy sentyment mam do obrusa, który jest w naszej rodzinie od wielu lat. Nie wiem czyje zdolne dłonie wyczarowały na nim kolorowe kwiaty, wiem tylko, że moja Babcia wyszyła monogram na rogu, żeby obrus nie zagubił się w pralni. Sięgam pamięcią i widzę całą rodzinę siedzącą przy stole w mieszkaniu Babci i Dziadka. Słyszę ich śmiechy i głosy. Prawie jakbym tam była. A przecież to niemożliwe. Bo nie ma już Babci i Dziadka, nie ma mojej Mamy, nie ma Gosi, mojej najmłodszej Ciotki, która była dla mnie jak starsza siostra. Oni odeszli, a w tym mieszkaniu żyją już obcy ludzie. I tylko w przedmiotach pozostało echo dawnych głosów i emocji. Gładząc wykrochmaloną, gładką strukturę materiału przywołuję wspomnienia - swoje i te, krążące w przestrzeni - chcąc dostrzec wszystkie epizody w długim życiu otaczających nas przedmiotów.

Koronki, hafty, mereżki, niczym skarby z zaczarowanego kufra...





Do kogo należała ta wyprawa? E.S...Kim byli, gdzie mieli swój dom, jakie było ich życie?


Współczesna pościel, nawet uszyta w podobnym stylu zapewne nie przetrwa wieku. To płótno nadal jest mocne.






Gdy puszcza nitka splotu staram się delikatnie połączyć materię, tak by po naprawie nie pozostał nawet ślad...


Obrus mojej Babci.

I monogram - RH 13 - wszystkie nasze obrusy i cała bielizna pościelowa miały takie oznaczenia. Osobiście ganiałam jako dzieciak  z pakami do pralni...


P.S.Ciocia sobie przypomniała, że obrus powstał w latach 50-tych. Wyszywała go mocno już starsza pani, która mieszkała po sąsiedzku z babcią, na parterze. 

17 komentarzy:

Klarka Mrozek pisze...

bardzo piękna ta bielizna
uwielbiam dokładnie takie

Jesien pisze...

Asiu dziękuje za tak piękne opisanie tego co ma swoją historię w której i ja jestem jej cząstką .Na wszystkie pytania nie odpowiem ale masz takie które były ozdobą sypialni jak i wózka dziecięcego tak wiekowego jak ja sama .

Brydzia pisze...

Cóż można więcej napisać....Piękne....

wuszka pisze...

też kocham i też myślę o takich rzeczach
na pchlich targach szukam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zazdrośnie oglądam Twoje skarby, bo ja też gromadzę je bez opamiętania, trwając ciągle w niemym podziwie dla kunsztu wykonania; podobne inicjały posiadają sztuki wyprawy ślubnej babci męża, wyszyte dokładnie, pogrubione; takich rzeczy nie uświadczy dziś na półce sklepowej; pozdrawiam serdecznie.

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Przepiękne te falbanki, też uwielbiam takie rzeczy, chociaż na razie nie mogę się jeszcze pochwalić kolekcją takich przedmiotów. Wiele osób mówi, że przedmioty nie mają znaczenia, czy nie powinny mieć wartości emocjonalnych, a ja jestem przekonana, że jednak mają, a stare przedmioty, pamiątkowe mają duszę.

jolanda pisze...

Też takie uwielbiam :)
Wszystkiego dobrego

Agnieszka Hubeny-Żukowska pisze...

Przepiękne!! Takie rzeczy z duszą nigdy się nie starzeją. U mnie w domu też takie odratowane przedmioty znajdują nowy dom. Ostatnio przytachaliśmy żeliwny kaloryfer prosto ze skupu złomu...

amelia10 pisze...

Asiu, przepiękna posciel, hafty, koronki... kiedyś tez w takiej pościeli spałam u mojej babci. Do dziś czuję dotyk szlachetnego płótna i piękno koronki.
To rzeczy ponadczasowe, wykonane ze szlachetnych i niezwykle pięknych materiałow, i napewno będa cieszyć jeszcze długo Wasze oczy, a potem moze i Waszych dzieci. I oby nigdy nie poszły w zapomnienie!Uściski.

izetta pisze...

Piękna pościel :) uwielbiam takie :)

izetta pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
maura pisze...

Podziwiam za szacunek do rzeczy i za cierpliwość w ich pielęgnowaniu - naprawianiu i prasowaniu;) Dobrze gdy takie skarby trafiają we właściwe ręce. Sama otrzymałam komplet pięknej prawie stuletniej pościeli w prezencie ślubnym. Ubolewam jednak nad faktem, że nie jestem w stanie doprać na niej zżółkłych plam w miejscach złożenia.Twoja jest nieskazitelna. Piękna!

Joanna Wojtek pisze...

Maura, niektóre z moich pościeli też były zażółcone miejscami. Weź dobry proszek do prania, vanish i kup takie specjalne chusteczki wybielające w Rossmanie, które się wkłada do prania. W największym garze jaki masz wygotuj pościel dodając proszek vanish i chusteczkę.Jak ostygnie wypłucz i zagotuj jeszcze raz. Zostaw namoczone na 24 h. wypłucz. Jak uda Ci się kupić specjalną farbkę do farbkowania pościeli - do ostatniego płukania dodaj trochę farbki i krochmal. Powinno puścić. Takiej farbki używały nasze babcie. To ona sprawia, że pościel jest śnieżnobiała. Ale strasznie trudno ją dostać - zazwyczaj poprzestaję więc na chusteczkach rossmanowskich i vanischu. I abslolutnie nie używaj chlorowych wybielaczy! Bo pościel...zażółknie!
Asia

jankasgarten pisze...

Posciel jak marzenie! Tez taka lubie, ale nie posiadam.
Milej niedzieli zycze i pozdrawiam serdecznie :-)

Anonimowy pisze...

stara metoda to wygotować w wodzie utlenionej, może byc taka z apteki albo kupic perhydrol ( przemysłowa woda utleniona. wszystko co naturalne - bawełna czy len , obrus czy za przeproszeniem majtki u mnie w domu się tak wybielało. a teraz tak samo wybielam stare obrusy,,,,

Joanna Wojtek pisze...

Dzięki! O tej metodzie nie słyszałam, a na pewno zastosuję.
Asia

maura pisze...

Dzięki za rady! Na pewno wypróbuję bo naprawdę szkoda mi tej pięknej bielizny:)