czwartek, 16 listopada 2017

Przemyślenia listopadowe




W obliczu wszechogarniającego błotka naszło mnie na lekko filozoficzne rozważania. Inspiracją był artykuł znaleziony w necie o tym jak to mieszczuch przeniesiony na wieś zderza się z rzeczywistością. My też się zderzyliśmy, tyle, ze 10 lat temu. Teraz to już "stare wieśniaki" jesteśmy...Ale pewne wyobrażenia o życiu sielsko-anielskim na łonie natury, rzecz jasna, mieliśmy.
 Przed przeprowadzką na wieś wydawało mi się że:
a)              Kocham ogród. Bez własnej ziemi, roślin i przestrzeni nie potrafię żyć i z radością każdego dnia będę zrastać się z matką – ziemią.
b)        Będę miała mnóstwo czasu. Bez problemu napiszę wszystkie zamówione artykuły i nareszcie wydam własną książkę.
c)        Dom będzie przytulny, cieplutki i zawsze otwarty dla gości, a w święta – cóż za radość – zmieści się nareszcie cała rodzina przy wielkim, wspólnym stole.
d)       Jasne kanapy w stylu jak z Werandy Country i my na nich popijający herbatkę z ukochanymi psami i kotami u boku.
e)       Każdego ranka od maja do października wypiję kawę na ganku, patrząc z zachwytem na otaczającą mnie przyrodę.
f)        Nareszcie będziemy jeść wszystko własne – z sadu, ogrodu, tylko nasze przetwory.
g)       Jednym słowem sielanka

       Gucio się relaksuje na nowiusim fotelu...

A teraz – jak wygląda rzeczywistość po 10 latach wiejskiego życia?
Przede wszystkim wiejskie życie to nie sielanka. Jak mawiał mój pierwszy redaktor naczelny” życie to niejebajka”, a życie na wsi to już zdecydowanie…

Jesienna rzeka Wąska... Na polu wokół domu bajoro.

Ad a). Ogród kocham najbardziej na zdjęciach. Bo codzienna pielęgnacja, pielenie, kiedy większość czasu spędzasz gdzieś w Polsce, bo taka praca, w krzyżu łupie i nie wiadomo w co ręce włożyć, - pielenie spada na dalszy plan. Na zrastanie się z matką ziemią nie mam czasu, ani siły. Skarbem jest OGRODNIK. Nasz może jest odrobinkę niedoskonały, lekko słabowity, czasem niedysponowany, ale JEST!
Ad b). Nie mam czasu. Na wsi nie żyje się powietrzem, niestety. Trzeba ogarnąć firmę, wyjechać w świat daleki na reportaże, zorganizować warsztaty. Zrobić remont ( jak kupujesz stary dom remont trwa ZAWSZE), napisać te teksty, może pyknąć kawałek książki, ale kiedy się ją skoczy, to kto wie…
Ad c). Dom jest przytulny i cieplutki. Ale w pierwszym roku, przed ociepleniem ścian, kiedy leżałam w łóżku grzywka mi się wiewała od wiatru, a piec dymił tak, ze w całym domu był siwy dym. Jak się wywietrzyło, palenie trzeba było zaczynać od nowa. I tak w koło Macieju. Rodzina nadal przy stole mieści się z trudem, bo dom nie jest dużo większy od mieszkania, na święta raczej jeździmy do rodziców, bo zimą - jakby to powiedzieć – dojazd nie jest doskonały.
Ad d). Jeśli masz zwierzęta zapomnij o jasnych kanapach! Kup szare i przykryj je łatwo pralną kapą! Pies niechybnie wparuje ubłocony, mokry i zachwycony z gałęzią w pysku, wskoczy na kanapę i zostawi odcisk swojego jestestwa i kawałki kory z gałęzi. Koty wszędzie zostawią ślady łapek. No chyba, że nie chcesz mieć zwierząt, ale wówczas po co przeprowadzać się na wieś?. Herbatkę z własnych ziółek z ogrodu ( to nie są takie ziółka o jakich w tej chwili myślicie! ) istotnie popijamy, ale na antracytowej kanapie przykrytej szarą kapą. Koty łaszą się wylewając herbatkę zkubków.
Ad e). Ranek zaczynam od wypuszczenia psa. W tej chwili i natychmiast. Potem karmię koty, bo przez noc zaczęły słaniać się z głodu na swoich „chudych” łapkach. Następnie wpuszczam psa i w akompaniamencie głośnego szczekania ( bo przecież on zaraz umrze z głodu! ) szykuję mu śniadanie. Potem robię wypad na kuwecie. Potem  kawa i do komputera, żeby się trochę uporać z robotą pisaną zanim dom się obudzi. A wcześnie, jak trzeba było córkę do szkoły wozić, nie raz i nie dwa jechałam do miasta w szlafroku, byle dziecko na lekcje zdążyło. Jedyna korzyść z tego to to, że codziennie oglądałam wschód słońca… no ładny, ale codziennie???? Przyroda istotnie jest zachwycająca i to się nie zmienia z upływem lat. Zawsze tak samo zachwyca widok orłów nad domem, myszołowy w gnieździe tuż obok nas, nasze pustułki, dzięcioły, mazurki i inna drobnica. I te widoki. Zapierające dech w piersiach.
Ad f). Tu się staramy, a odkąd mamy Ogrodnika Niedoskonałego jest to prostsze. Jeśli czegoś nie mamy – mają sąsiedzi. Czujemy się zdrowsi, silniejsi i jemy smaczniej. Oczywiście kosztuje to dużo więcej pracy i czasem konfitury się smażą, a ja się nosem podpieram, bo zasypaim, ale warto. Polecamy zamieszkanie z Ciocią. My mamy Ciocię i Ciocia wiele przetworów przygotowuje osobiście😊)
Ad g). Sielanka… taaaak. Latem miałam dwa dni, podczas których mogłam poleżeć na leżaczku i poczytać. Kawę na ganku wypiłam raz. Szczęśliwie nikt nie zadzwonił. Ale te widoki wokół, wspomniane orły nad głową, białe czaple za płotem, borsuki za domem. To jest bezcenne. I poczucie wolności. I „niemanie” szefa, i szczęśliwe zwierzaki, i drowe jedzenie, i sąsiedzi, na których możesz liczyć. I DOM, taki jak z dziecinnych rysunków. To jest bezcenne. A że w samochodzie trzeba wozić kalosze i łopatę, że trzeba palić w piecu, że do sklepu jedzie się samochodem, a nie bryka pieszo – to cena, jaką warto zapłacić za nieograniczone poczucie wolności.

Się zakopał...

Ale i tak jest bosko


P.S. Najbliższy nasz sąsiad mieszka 1,5 km od naszego Siedliska. To ważne😊)

5 komentarzy:

Aleksandra pisze...

Ja mieszczuch z krwi i kości od lat nie wiem już ilu czytam te zapiski jak najlepszą część życia. Choć nie powiem znam życie na wsi, ale to były chwile wakacyjne, chociaż nie powiem z robotą wszelaką. Jednak widzę, że daje Ci to wielką satysfakcję. Życzę powodzenia, a może doczekam się tej napisanej książki, chciałabym.

Anonimowy pisze...

Oj jak bardzo się z tobą zgadam pięknie to wszystko ujęłaś , czy to berneński pies pasterski ? Marzę o takim , czy jest trudny w wychowaniu ? Kasia P.

agatek pisze...

Ostatnia fotka zachwycająca. Ta ,,kawa na tarasie" to klasyka :D

Anonimowy pisze...

A ja mam film o Was i czesto go sobie ogladam 😀 Ila

Anonimowy pisze...

jeju ale narzekanie. nie ma to jak se popsioczyć