sobota, 10 lutego 2018

Trochę skrzyni, trochę Gucia, trochę kotów, trochę zimy...

Czyli wszystkiego po trochu, bo jednotematycznie się nie da.


Jakoś nie narzekamy na nudę. Bo i jak tu narzekać, kiedy zazwyczaj na weekend śmigamy do pracy na warsztaty, a w tygodniu trzeba ogarnąć pracę pisano-papierkową. Faktem jest jednak, ze jak ktoś swoją robotę kocha, to praca staje się frajdą. Na szczęście tak jest ze mną. Ale na wyjazdach do domku ciągnie. Bo w domku Gucio, koty, własne łóżeczko i nowe pomysły.



Ale zaczniemy od skrzyni. Parę tygodni temu zadzwoniła do mnie pani Wioleta z elbląskiego muzeum z pytaniem, czy chcę skrzynię warmińską. Odpowiedź mogła być tylko jedna: pewnie, że chcę, ale skąd, jak? Okazało się, że pewna pani chciała przekazać do muzeum skrzynię po dziadkach. Muzeum jednakowoż podobnych skrzyń posiada sporo, a pani Wioleta, znając moją słabość do starych skrzyń i kufrów, wpadła na pomysł, że może by tak skrzynię do Siedliska. Pani pomysł się spodobał, widziała film o naszym Siedlisku w Daleko od Miasta, podczytuje bloga i facebooka. Skrzynia nie pójdzie w obce całkiem ręce. I tym sposobem trafiła do nas posażna skrzynia malowana.
Pochodzi z Aniołowa, parenaście kilometrów od nas, gdy rodzice Pani osiedlili się w Aniołowie, skrzynia tam już była. Została po jeszcze dawniejszych mieszkańcach. Jest datowana, są na niej także inicjały właścicielki, dla której była kupiona:


Nie wiem, czy uda nam się dotrzeć do informacji o pierwszej właścicielce. Nie ma już tego domu, a i w Aniołowie rodzin dawnych, przedwojennych mieszkańców już nie ma. 
Skrzynia jest piękna, malowana farbą klejową, na niebieskim tle, barwne kwiaty. Wieko, szprosy oraz boki były już później przemalowywane. Jest trochę nadgryziona przez drewnojady, dwie deski - jedną w dnie i jedną w tylnej ściance ma do wymiany, a wieko do poszpachlowania. Ale da się uratować. Jest piękna, taka o jakiej zawsze marzyłam. 



Skrzynia czeka na ocieplenie, żeby się zabrać za nią, a tymczasem do Siedliska pod Lipami trafiły kolejne małe kotki na tzw. tymczas. W sumie kotów na wychowaniu i przechowaniu mieliśmy już ponad dwieście...




Tym razem były to trzy dziewczynki. Dwie tricolorki i jedna biała z szarymi oznaczeniami. Dzikie jak nie wiem co. Oswajały się ponad miesiąc. Pierwsza z nich znalazła domek jak tylko wrzuciłam fotkę na fejsika. Nawet doby u nas nie spędziła i pojechała do znanego nam wcześniej miłośnika kotów. Dostała na imię Lola.


Lola oswoiła się w nowym domu błyskawicznie. jej siostrzyczki dostały imiona pokrewne:-)) Biała - Lili, a trójkolorowa - Lulu. Mieliśmy dwa miesiące frajdy. Dzisiaj wszystkie trzy mają nowe, fajne, sprawdzone domki, a nam ciut tęskno za tupotem małych łapek.

Lulu:



Lili:



Poza kocio-skrzyniowymi nowościami śpieszę donieść, że Wojtek spełnił jedno ze swoich marzeń. Odwiedził Czacz. Wiecie co to? Czacz jest wsią w Wielkopolsce, gdzie niemal wszyscy mieszkańcy sprzedają starocie. Od namiotu do namiotu z wystawionymi "cosiami" można chodzić przez cały dzień. Mi się tym razem nie udało pojechać ( warsztaty ), ale Wojtek kilka zakupów poczynił:

Trzy wazy po 15 zł od sztuki...

Kosz, który miał być koszem na zioła zbierane podczas warsztatów zielarskich, a został koszem kocim, głównie Rysia...


Czerwony drewniany cebrzyk ( pierwotna funkcja jest  mi nieznana, ktoś ma jakąś koncepcję?


I reprodukcja obrazu niderlandzkiego, barokowego mistrza malarstwa, Gerarda Ter Brocha pt. List. Szkoda, że nie oryginał, ale ten wisi w muzeum...


Zima nareszcie raczyła przybyć i na zmianę spowija nas nostalgiczną mgłą, czaruje esami-floresami zamarzniętych drobinek na drzewach i innych roślinach, zaskakuje błękitnym niebem i nieodmiennie zachwyca Gucia.


Nas też zachwyca, bo żuławskie krajobrazy zimą mają w sobie magię:






A następnego ranka jest tak:



I jeszcze o spełnieniu mojego małego marzenia: miałam kiedyś adapter i sporą kolekcję winylowych płyt. Adapter zakończył żywot, płyty czekały. Mówiłam co jakiś czas, że chciałabym kupić nowy adapter ( czy też gramofon ), ale się jakoś nie składało. I wiecie co? Dostałam od męża gramofon. I słucham, i wspominam i się uśmiecham. Piękny prezent na 26 rocznicę:-))


7 komentarzy:

Aleksandra pisze...

Piękne te szerściuszki, dobrze, że znalazły dobre domy. W cebrzyku można wyeksponować ciekawe gałązki. Śkrzynia po renowacji dostanie nowego blasku i będzie jeszcze długo cieszyć oko.

agatek pisze...

Ja też myślę o gramofonie bo mam wiele płyt. Piękna zima u Ciebie. Nie lubię zimy i rzadko kiedy dopatrzę się w niej czegoś ładnego więc to ogromny komplement :D
Kociaki cudne. Mam taką osobistą prośbę do Ciebie, gdzieś mi się zawieruszyło powiększanie tekstu, czy mogłabyś wstawiać tekst większą czcionką? Byłabym Ci bardzo wdzięczna :D Świetne zakupy. Co do tego drewnianego to nie jestem pewna czy to nie jakaś dekoracja czy ozdoba. Nic mi nie przychodzi do głowy do czego mogłoby służyć.
Moc uścisków :D

Joanna Wojtek pisze...

Agatek, nie mogę powiększyć tekstu, bo mi za szablon wyłazi, próbowałam. Jak masz przeglądarkę chrome, po prawej stronie masz takie 3 kropki jedna pod drugą. Jak tam klikniesz to pojawi Ci się "powiększ". A gramofon polecam. Jakoś tak zupełnie inaczej brzmi muzyka...Pozdrawiam serdecznie!

Joanna pisze...

śliczne kocie dzieci... u mnie na stanie 9 sztuk ... swoich + jedna po zabiegu sterylki... nie wiem jeszcze czy wróci na podwórko czy trzeba będzie domku jej szukać;
słyszałam o tej wsi ale niestety mam zbyt daleko do niej;
wazy naprawdę śliczne
pozdrawiam cieplutko :)

wuszka pisze...

Klimatycznie i cudnie :)))

co coya pisze...

W końcu jest światełko w tej ciemno(cie)ści.

ทางเข้า D2BET
Gclub

Anonimowy pisze...

Dzień dobry, trafiłem tu przypadkiem, ale po tej wzmiance o skrzyni muszę się wpisać! Moja babcia mieszka w Aniołowie, od końca II wojny światowej mniej więcej. Dawno temu (przełom lat 60'/70' powiedzmy) sprzedała elbląskiemu muzeum szafę gdańską, podobno do dzisiaj stoi gdzieś w którejś z muzealnych sal. Pozdrawiam, Bartek.