poniedziałek, 26 marca 2018

Wiosno, ach to Ty!


A już myślałam, że nie przyjdzie! Przebiśniegi wylazły o czasie, ptaszęta dają czadu, tak, że zagłuszają przelatujące samoloty i wszystko wskazuje na to, ze szanowna wiosna postanowiła się jednak zadomowić. A miałam już wątpliwości...
Kiedy wyjeżdżaliśmy na warsztaty w piątek 16.03, na naszych Żuławach było zimno. Wiatr niemal koty podrywał do góry. Nawet Gabrysia, który waży dobrze ponad dychę. Ale było jednak przedwiosennie. Zapakowaliśmy manatki do samochodu i w drogę. Cel: Jura Krakowsko-Częstochowska, Podlesice. Już za Łodzią zaczęła się zadymka. Nie wiadomo kiedy droga stała się oblodzona. Tempo spadło do średniej prędkości 30 km na godzinę. Piaskarki jeździły, tyle, że na pasach przeciwnych. W naszą stronę nic. Dotoczyliśmy się do zjazdu z ekspresówki i tu zaczęły się "schody". Śnieg, ciemno, zimno, zaspy. Nic to dajemy radę. Wtem, na niewielkim wzniesieniu, zaczęliśmy się cofać...Pod śniegiem był czysty lód. Samochód jadący za nami też jakby jechał do tyłu. Stoczyliśmy się w dół. Stoimy. I nagle - nadzieja! Za stojącym za nami autem błyskają światła pługo-piaskarki. Ślizgiem zmierzam do pana kierowcy. Ten nakazał zjechać na bok ( łatwo powiedzieć...). Po czym nas wyminął i zniknął w śnieżnej zamieci. Zamarliśmy razem z kierującą stojącym za nami autkiem. Postanowiliśmy zjechać jeszcze trochę, rozpędzić się, nabrać szybkości i tym sposobem pokonać wzniesienie. I prawie by się to udało. Tylko, że w momencie jak byliśmy tuż przed "czubkiem" z przeciwnej strony nadjechała...piaskarka, zajmująca niemal całą szerokość drogi. Musieliśmy zwolnić i zjechać. I zaczęliśmy się ślizgać w dół. Doślizgaliśmy się do równego i zaczęliśmy zabawę od początku. Już, już podjeżdżamy. I co widzimy we wstecznym? Nadjeżdżającą piaskarkę. Po kolejnym zjeździe w dół, zawróciliśmy i zaczęliśmy szukać innej drogi ( albowiem kolejne przejazdy piaskarki wcale nie powodowały, że droga stawała się bardziej przyczepna ). Droga śródleśna okazała się być całkiem spoko. Odrobina adrenalinki jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Z lasu wyjechaliśmy ZA pioruńską górką i do Podlesic dojechaliśmy w 5 minut...
Te ostatnie 6 kilometrów pokonywaliśmy 1,5 godziny!

Wiosenny dojazd na Jurę...



I poranek. Też wiosenny.


Po powrocie z warsztatów w Siedlisku przywitała nas wiosna, a ja mam poczucie nierzeczywistości całej tej przygody. I tylko zdjęcia świadczą, że to się wydarzyło naprawdę.

A u nas kwitną przebiśniegi...


A jak wiosna to i bociany. We wsi na razie są dwa. Jak przylecą nasze robimy grilla.

Wiejskie boćki:
Dłużyna:


Węzina:

Z życzeniami ciepłych, wiosennych dni - śpiący Gucio.


Brak komentarzy: